Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tydzień z literaturą dziecięcą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tydzień z literaturą dziecięcą. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Podsumowanie


Tydzień pełen lektur dziecięcych za nami. Obiecywałam sobie wiele, jednak jak to zwykle bywa, nie wszystko się udało, szczególnie że teksty pisałam z dnia na dzień, czasem nawet częściej, bo dużo wydarzeń się na siebie nałożyło. Jednak jak tu nie być zadowolonym, gdy tak wiele pięknych książek zostało opisanych?

Podczas tego tygodnia najchętniej wybieranym autorem była Astrid Lindgren, jednak wygrała minimalnie z innymi autorami - zazwyczaj na blogach panował całkowity, wielokolorowy i tak lubiany przez nas misz-masz.
To prawda... - mruknął Puchatek, spoglądając w lustro i klepiąc się po brzuszku. - Nie liczy się rozmiar. Liczy się puchatość!
"Kubuś Puchatek" A.A.Milne

Książki opisane:
"Agata z Placu Słonecznego. Agata i jeszcze ktoś" E.Karawan-Jarzębska
"Alicja w Krainie Czarów" L.Carroll  - tekst Evik
"Alicja w Krainie Czarów" L.Carroll - tekst Ani
"Bracia Lwie Serce" A.Lindgren
"Brat" E.Kiereś
"Dziecko piątku"M.Musierowicz
"Dzielny Despero" K. DiCamillo
"Emilka ze Srebrnego Nowiu" L.M.Montgomery
"Godzina pąsowej róży" M.Kruger
"Josie Smith" M.Nabb
"Karolcia" M.Kruger
"Kłopoty Rodu Pożyczalskich" M.Norton
"Kubuś Puchatek" A.A.Milne
"Mały domek w wielkich lasach" L.I.Wilder
"Nowe przygody Bolka i Lolka" praca zbiorowa
"Poczytaj mi mamo!" praca zbiorowa
"Przygody Hucka" M.Twain
"Rasmus i włóczęga" A.Lingren
"Rasmus, rycerz Białej Róży" A.Lindgren
"Rozrywki Mikołajka" na podstawie Goscinnego
"Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Polesia Większego" J.R.R.Tolkien
"Srebrny dzwoneczek" E.Kiereś

- Masz odwagę to zrobić? - spytał. - Nie, ale chcę. - Mały, odważny Sucharek! Wrócę po ciebie (...) - Przyrzekasz? - spytałem. - Oczywiście. A co myślałeś?
"Bracia Lwie Serce" A.Lindgren

Fragmenty książek:

Teksty o książkach ulubionych:

W trakcie tygodnia trwało również wielkie głosowanie na ulubionego autora młodzieżowego i dziecięcego.

Ulubiony autor młodzieżowy:
I.Małgorzata Musierowicz
II. Edmund Niziurski
III. Joanna Chmielewska & Krystyna Siesicka

Ulubiony autor dziecięcy:
I.Astrid Lindgren
II. F.H.Burnett
III. A.A Milne & E.Nesbit & T.Jansson

Dziękuję wszystkim za tak liczny udział, dziękuję za komentarze, za czytanie, chociaż sam tekst się nie pojawił. Jak się okazuje, dorośli też uwielbiają książki dla dzieci! A teraz zdradźcie, wasi faworyci wygrali?

Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne.
"Dolina Muminków w listopadzie" T.Jansson
Jeśli wzięliście udział w wyzwaniu, a nie uwzględniłam waszych tekstów, proszę o przesłaniu linków. Poprawię. 

Edith: I zachęcam do przeczytania cudownego podsumowania Ani.

Tydzień z literaturą dziecięcą: O miłości, humorze i przeznaczeniu


Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie całego wyzwania, jednak jak się okazało, troszkę przeceniłam swoje siły i zapomniałam o moim tempie pisania, słowem zostało jeszcze kilka książek, o których nie udało mi się wspomnieć, a które powinny zagościć. Wiadomo, modelacja i panowanie nad czasem, to nie jest umiejętność posiadana przez wszystkich.

"Rasmus i włóczęga" A.Lingren
Dziewięcioletni Rasmus z domu dziecka marzy, że znajdzie kogoś, kto go pokocha i ofiaruje mu prawdziwy, ciepły dom rodzinny. Pewnego szczególnie pechowego dnia nieszczęśliwy i samotny Rasmus podejmuje decyzję o ucieczce. Po nocy spędzonej w szopie spotyka Oskara - włóczęgę. Razem wyruszają na wędrówkę. Czeka ich długa i niebezpieczna droga. [źródło]

Jedna z tych mniej smutnych i melancholijnych książek Lindgren, w której jak zawsze wylewa się dziecięca miłość i brak odzewu ze strony dorosłych. Mamy prosty opis sierocińca, troszkę przygód, dużo ciepła i humoru. No i oczywiście, mamy bułeczki cynamonowe z mlekiem - najlepszą rzecz na świecie!

"Rasmus, rycerz Białej Róży" A.Lindgren
Kalle Blomkvist jest postrachem złoczyńców w całej Szwecji. Nie znajdzie się nigdzie drugiego detektywa tak spostrzegawczego i odważnego jak on. Nieustraszony śledczy popada jednak w kłopoty, kiedy na jego oczach zostaje uprowadzony mały Rasmus. Wraz z niezawodnymi przyjaciółmi Kalle wyrusza w pościg za kidnaperami, choć dręczą go wątpliwości. Problem polega na tym, że ma dopiero piętnaście lat...[źródło]

Nie przepadam za Lindgren w tym wydaniu. Co prawda, Rasmus jest rozczulający poprzez wieczny słowotok, co prawda, jest dużo emocji przy pościgach i wreszcie są kidnaperzy w krzywym zwierciadle, jednak podobnie jak Michael Blomkvist nigdy nie mogłam polubić Kallego. 
Tylko ta Wojna Róż - zaraz przypominają się wakacje...

"Brat" E.Kiereś
Pewnej księżycowej nocy dwaj bracia wyruszają na łowy, ale nieświadomie popełniona wina sprowadza na nich gniew tajemniczych i groźnych potęg. Wbrew zaklętemu losowi bracia będą próbowali odnaleźć się nawzajem w świecie, który dotąd znali tylko z gawęd snutych przy domowym ognisku. Czy im się to uda? I za jaką cenę? Czy poznają tajemnicę, od której ich wędrówka się rozpoczęła? A rozpoczęła się znacznie dawniej niż mogliby przypuścić.[źródło]

Lubię panią Emilię w tym ludowo-baśnowym wydaniu. Spokojna, po części mroczna książka o poszukiwaniach, uczuciach. Jedna z tych, które można włożyć między inne cudowne zbiory baśni. Jedna z tych, w których odnajduje się jakieś kawałki siebie. Co prawda, nie urzekła mnie tak, jak "Łowy", jednak zasługuje na uwagę.

"Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Polesia większego" J.R.R. Tolkien
Giles, spokojny gospodarz z Ham, nie grzeszy odwagą. Przypadek sprawia, że zostaje Bohaterem Okolicy. Otrzymuje od Króla sławny miecz, szczególnie zasłużony w zabijaniu smoków. Kiedy więc pojawia się smok, zadanie zabicia potwora spada na niechętne temu brzemieniu barki Gilesa. Lecz oto smok odmawia walki... 
Przylesie Wielkie słynie z biegłych w swoim zawodzie rzemieślników i ze znakomitej kuchni. Pewnego razu urzędujący Mistrz Kucharski wyrusza w drogę, nie wiadomo dokąd. Wraca z czeladnikiem. Nie jest to jednak zwyczajny uczeń. To król czarodziejskiego ludu. Ma on do wypełnienia misję, która zmieni losy pewnego chłopca.[źródło]

Pierwsze opowiadanie to karykaturalny obraz rycerstwa. Giles jest miły i przeciętny. Sławę zyskuje dzięki tylko i wyłącznie szczęściu. Jak się okazuje, wielkie czyny nie muszą iść za wielką odwagą. Miło, zwiewnie, zdecydowanie po tolkienowsku i z przymrużeniem oka.
Drugie opowiadanie bardziej baśniowe, też troszkę dowcipne, jednak przede wszystkim bardziej zahaczające o ludowe wierzenia. No i jeszcze jedno - ciekawsze.  Obydwa proste i kunsztowne za razem - po prostu Tolkien.
Wieczorem zapraszam na podsumowanie całej akcji.

sobota, 9 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Znowu na Placu Słonecznym


 

Gdy sięgasz po drugą część musisz mieć zaufanie do autora. By przeżyć przygodę, również jest to potrzebne. Ja ufałam autorce książek o Agacie z Placu Słonecznego, dzieci wreszcie ufały niani i chyba właśnie dlatego tak wyśmienicie się bawiliśmy…

Zamiast jednej dłuższej przygody, mieliśmy kilka pomniejszych. Za to jakich! Zostajemy zabrani w miejsca, które od dawna śnią się po nocach – Nibylandia, Kraina Śniegu. Na naszych oczach świat pokrywa się koronką. Nic, tylko zostać tam na zawsze.
No i ostatni rozdział… Pani Ewa umie budować wspaniałe historie.

I nie umniejszając innych zalet tej książce, owe historie są najpiękniejsze. Może czasem brakuje im słów, by oddać całą wspaniałość krajobrazów rysujących się w głowie, może czasem nie mają prawdziwej głębi, jednak już samo przebywanie w krainach, które zaistniały w wyobraźni autorki – magia, której w żaden sposób nie da się zastąpić.

Nasi bohaterowie nie zmieniają się od poprzedniego tomu – inteligentne, czasem niegrzeczne i zabawne rodzeństwo a obok nich niania – praktycznie chodzący ideał. Może nie chwytający za serce (chociaż te Trojaczki…), jednak miło było z nimi zagłębiać w kolejne kraje na mapie wyobraźni…


Jest też troszkę o tęsknocie i miłości. Jest o radości i łączności. Wiecie, jak to powinno być w porządnych książkach dla dzieci. 

Druga część? Czuć. Więcej radości i spokoju, nie tylko w naszych głowach, ale również piórze pani Ewy. Widać, znajduje ona swój styl, zapomina miejscami o konwencjonalnych rozwiązaniach, jednocześnie cały czas utrzymując łączność i czerpiąc z pięknych tradycji literatury dziecięcej.

I te ilustracje...

"Agata z Placu Słonecznego. Agata i jeszcze ktoś" E.Karawan-Jarzębska, 2013
Za książkę dziękuję wydawnictwu Magrinesy



czwartek, 7 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Malarz i podlotek...

"Jedno z okien na parterze otwarto ostrożnie i bez szmeru. Ukazała się w nim głowa dziewczęca, nakryta uczniowską czapeczką. Malarz zdołał dojrzeć bystrym wzrokiem, że rozczulającą ozdobą tej głowy był zadarty nosek.
Znane są wypadki w dziejach ludzkości, że ktoś czasem o godzinie szóstej rano otwiera okno, dlatego też w nikim nie budzi to już zdumienia. Zazwyczaj jednak ukazuje się w oknie postać ludzka niezupełnie odziana, ziewająca i rozgoryczona, że ją zmuszono do wczesnego powstania. Musiało to przeto zdumieć roztropny umysł malarza, że osoba, która przed chwilą otworzyła okno, jest odziana, a - sądząc z ożywienia na obliczu - wcale nie jest senna. Ponieważ jednak ludzie miewają nieoczekiwane pomysły, byłby malarz po krótkiej chwili machnął ręką i poszedłby swoją drogą, gdyby osoba w uczniowskiej czapce nie poczęła wyprawiać zdumiewających awantur. Przez okno spuściła na chodnik najpierw zawiniątko, a potem - o dziwo! - śmiesznego psa. Położyła ostrożnie palec na ustach, dając znak kundlowi, aby pary nie puścił z gęby, potem rzuciła się w objęcia jakiejś drugiej żeńskiej istoty, co w białym obleczeniu wyglądała jak widmo nagle zjawione.
-Co to wszystko znaczy? - zagadną malarz sam do siebie."

Co jak co, ale Ewcia zdecydowanie lepsza od Pollyanny...

"Szaleństwa panny Ewy" K.Makuszyński, Wydawnictwo Literackie, 1981, str.83-83

Wszystkich biorących udział w akcji proszę o podesłanie linków, bo nie do wszystkich dotarłam...

środa, 6 listopada 2013

Tydzień z klasyką dziecięcą: Książka wszystkich kolorów

Obrazek oczywiście nieadekwatny, jednak zdecydowanie
jeden z ulubionych z całej serii
Jeżycjada jest niewątpliwie jedną z bardziej popularnych serii młodzieżowych w Polsce i zawsze rozmowom o niej towarzyszy krępujące, powodujące zmieszanie pytanie: Jaka jest twoja ulubiona część?

Bo co taki czytelnik może odpowiedzieć? Borejków poznawało się stopniowo, każda historia łączyła się z kolejną, a wszystkie zebrane razem tworzyły dziwny, wypełniony ciepłem i humorem obraz. Gdy ktoś miał niewątpliwą przyjemność zagłębiać się w kolejne tomy stopniowo, zaczynając w wieku młodzieńczym, musiał zauważyć, jak zmieniały się upodobania, jak tasowała się kolejność, jak w pewnej chwili Aniela z najbardziej irytującej postaci robi się jedną z ulubionych, jak przyjemny "Kwiat kalafiora" zostaje zepchnięty przez niepozorną "Szóstą klepkę" z wydawać by się mogło niepodważalnego pierwszego miejsca.

Co zrobić. Młodzieńcze, nieociosane życie.

Jednak ostatnio, w czasie przesytu literaturą, gdy umiem jedynie skołowana wybierać kolejne książki i nie mam siły zacząć ich czytać, z wahaniem, wyrzutami i uśmiechem, odpowiedziałabym - "Dziecko piątku".
Powieści ulubione mają niewątpliwie jedną, koronną zaletę - można je czytać kilkanaście razy, wracać jedynie do fragmentów, a i tak za każdym razem historia wydaje nam się całkowicie inna poprzednio.
Gdy po przerwie otworzyłam "Dziecko piątku",  zaskoczyło mnie. Jak zwykle. Smutne, melancholijne, miejscami ściskające za gardło. Pamiętałam z poprzednich wizyt uśmiechniętą Aurelię pośród malin, dzisiejsza wyłania mi się pośród nieprzespanych nocy i rozmów z automatu. Pamiętałam trudne relacje z ojcem, nie pamiętałam aż takiego napięcia, intensywnego, a jednocześnie spokojnego jeśli chodzi o relacje z matką. Zauważyłam wreszcie pana Jankowiaka od tej innej, samotnej, listopadowej strony.

I w jednej chwili w kolorowej części pojawiło się tak wiele melancholijnych przebłysków. Oczywiście, dla nieznających, tom utrzymał poziom humoru, było miło, były dwie trzpiotki, warstwa wierzchnia powieści, pierwsza, jaka rzuca nam się w oczy. Jednak, gdy dochodzimy do momentu, gdy pewne wyrażenia, cytaty, zdarzenia mamy zakodowane w podświadomości, z łatwością umiemy powtarzać je z pamięci, w książce znajdujemy więcej. I wszystko idealnie do nas pasuje.

Nad walorami literackimi, nad bystrym okiem, nad ciepłem, językiem i wartością uczuciową rozwodzili się już wszyscy, w obydwie strony idąc i szukając niuansów niewidocznych dla czytelnika. Więc dziś nie będzie. Powiem tylko, dziękuję, pani Małgosiu. Za cudowne, wielokolorowe części. Czasem lepsze, czasem gorsze (albo po prostu jeszcze nie zrozumiane?). No i za kunsztownie utkane z łez i malin "Dziecko piątku".

źródło obrazka

"Dziecko piątku", M.Musierowicz, 1993

wtorek, 5 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Wakacyjnie

"- Teraz powinno się udać - powiedział Lasse. Tak też było. Prawie każdy samochód 
się zatrzymywał. 
W pierwszym, który się zatrzymał, siedział jakiś tatuś i mamusia i czworo dzieci i wszystkie dzieci krzyczały, że chcą wiśni. Ich tatuś kupił im trzy litry wiśni, a ich mamusia powiedziała: 
- Ach, jak to świetnie, bo nam się tak chce jeść i pić. 
Były to moje małe, czarne wisienki. Ten tatuś opowiadał, że jadą daleko, daleko, aż za granicę. A to dopiero dziwne! Moje wiśnie miały jechać za granicę, gdy ja sama miałam zostać w Bullerbyn. Gdy powiedziałam to innym, Lasse odparł: 
- Ech, dzieci zjedzą wiśnie o wiele wcześniej, niż dojadą za granicę. Rozumiesz to chyba. 
Uważałam mimo wszystko, że moje wiśnie dojadą za granicę, nawet jeśli będą w żołądkach tych dzieci. 
Ojej, jak dużo wiśni sprzedaliśmy! Jeden pan kupił cały kosz. Był to koszyk Bossego. Ten pan powiedział, że jego żona zrobi z nich sok, bo on przepada za sokiem wiśniowym. 
- Pomyśl, jakie to dziwne - powiedział potem Bossę tylko po to, żeby się ze mną drażnić. - Pomyśl, że z moich wiśni będzie sok wiśniowy, a ja sam nie będę sokiem wiśniowym. "

Zaskakujące, jak mało znana jest na świecie najpopularniejsza w Polsce książka Astrid Lindgren...

"Dzieci z Bullerbyn" A.Lindgren, Nasza Księgarnia, wznowień mnóstwo

poniedziałek, 4 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Gdy zaczynają opadać liście...


Nie ma wyraźnej granicy oddzielającej lato od jesieni. Po prostu, w pewnej nieuchwytnej chwili słońce zaczyna inaczej świecić. Zamiast ciągłych, oślepiających błysków, posyła nam pomarańczowe promienie. Intensywne (zbledną z czasem), ale pomarańczowe. Już nie ogniste. Potem przychodzi wiatr. Wpadający rano przez otwarte okno pachnący nie letnich przygód, ale drobinkami zimowych płatków. I to już jest to.
Niby drzewa jeszcze zielone, niby ptaki świergolą rano, ale to jesień. Czuć.

Są też takie książki. Jesienno – wakacyjne. Z zieloną okładką, z latem w środku. Króciutkie.

Moja opowieść była o Marysi. Nieśmiałej, uśmiechniętej, która na wakacje przyjechała do cioci. Tam czekał na nią stary, opuszczony domek, czekała na nią pani Wróżka, czekały dzwoneczki i pewien kot.

Znacie takie historie, ja też je dobrze znam. Są jednymi z tych, które czyta się szybko, acz z uwagą i przyjemnością. Są jednymi z tych, które czyta się z uśmiechem, odnajduje się w nich własne marzenia i wątpliwości.
Historia Marysi właśnie taka jest. Pełna ciepła, dziecięcego odkrywania świata, z tymi ukochanymi bohaterami, o których potem myślimy ciepło w trakcie jesiennych wieczorów.
Ja przede wszystkim myślę sobie o pani Wróżce, kobiecie już troszkę starszej. O jej dzwoneczkach, miłych zmarszczkach pod oczami i ciepłej kuchni. I o tym, jak spędzę przy okazji kolejne wakacje.
Myślę też o Marysi, troszkę podobnej do młodszej mnie. Z blond warkoczykami i niebieską sukieneczką.

Książkę pani Emilki czytałam w malutkim domku zaszytym gdzieś w górach, w sierpniu. Dziewczęcą, wiśniową książeczkę, pełną problemów tamtych lat i wielkich wyborów. Wielkich, jak na rozmiar Marysi i każdej małej dziewczynki.
Mądra, wakacyjna, pełna uśmiechu i czasem melancholii... Lubię ją.

Wspomnieć też trzeba o pięknych ilustracjach pani Małgorzaty Musierowicz. Chwytające za serce. 
I miło jest myśleć, że od 8 listopada będziemy mogli przeczytać kolejną książkę pani Kiereś, "Kwadrans"

Obydwie grafiki pochodzą ze strony poświęconej "Srebrnemu dzwoneczkowi".

"Srebrny dzwoneczek" E.Kiereś, Akapit-Press, 2010

sobota, 26 października 2013

Niech blogosfera będzie troszkę bardziej kolorowa, czyli tydzień z literaturą dziecięcą.


Wielkimi krokami zbliża się listopad, już nawet nie udaje, że się nie śpieszy. Biegnie w naszą stronę, by otulić nas szarościami, porannymi mgłami, przemoczonymi stopami i nieustannymi deszczami. Dlatego też, by listopad był choć odrobinę przyjaźniejszy, postanowiłam że cały pierwszy tydzień (od 4 do 10 listopada) będzie wypełniony literaturą dziecięcą i młodzieżową. Pełen lektur dawno czytanych lub jakimś cudem ominiętych w dzieciństwie. Przypominanych ostatnio lub nie.

Na Gościńcu w tym czasie codziennie będą ukazywały się posty  z książkami znanymi, zapomnianymi, uroczymi, czasem nielubianymi w dzieciństwie. Jeśli ktoś chciałby dołączyć poprzez zamieszczenie na swoim blogu wpisu o książkach z dzieciństwa lub też napisać tekst, który pojawiłby się na Gościńcu (jeśli nie posiada się bloga, nie chce się na nim zamieszczać infantylnego wpisu itd.) to zapraszam do zgłaszania się w komentarzach, pisania na pocztę (pudelko-czekoladek@wp.pl) lub też po prostu w pierwszym tygodniu listopada zamieszczenie posta o książkach dziecięcych lub młodzieżowych i zostawienie u mnie linku.

Nie jest to żadne wyzwanie, nie jest to żaden konkurs, po prostu zawsze miło wejść w najbardziej ponury miesiąc z dziecięcym optymizmem. Gdyby kawałek blogosfery zamienił się w kolorowy świat książek dziecięco-młodzieżowych, na pewno oswojenie listopada byłoby łatwiejsze.

A co dokładnie czytamy?
Oczywiście, literaturę dziecięcą, którą to łatwo rozpoznać pośród innych. Pomocą w doborze lektur może być blog Klasyka Młodego Czytelnika i listy książek na nim umieszczone.
Jeśli chodzi o lektury młodzieżowe wśród których granice są bardzo kruche, a wszelkie paranormale również uznawane są za książki dla młodych, proponuję jedyne książki wydane w PRLu i wcześniej. Posiłkować można się zestawieniem u Zacofanego w Lekturze oraz po raz kolejny - blogiem Klasyka Młodego Czytelnika.
W zabieganych czasach mile widziane są również wpisy o książkach czytanych przed kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu laty. Zestawienia, wspomnienia, opowieści o książkach dawno czytanych i ulubionych.


Byłabym wdzięczna, gdybyście umieścili banner, wpis opisujący całą akcję lub chociaż link do tego posta na swoim blogu, by jak najwięcej osób się o tym dowiedziało. Jednak oczywiście, nie zmuszam.

Jest ktoś chętny?