Dziwna to książka, traktująca o czasach tak wspaniałych, tak
obszernych i tak emocjonujących, że materiału nie zabrakło na kilkadziesiąt
podobnych. Dziwna, bo zawierająca jedynie dwieście stron zapisanych czarnymi
słowami. Zamiast wykorzystać wszelkie możliwości, umiejętnie rozwinąć
temat, poprowadzić czytelnika w te czasy, te miejsca, gdzie właśnie chciałby
się przenieść, jakby bojąc się, że zabierze zbyt dużo przestrzeni, wszystko co
chce przekazać, zamieszcza na tak małej przestrzeni.
Lecz proszę, nie śmiejcie się, że książka o Zeldzie, tej Zeldzie,
inspiracji Fitzgeralda, choć materiału było tak wiele, jest tak krótka. W tym
szaleństwie jest metoda, jak mówi klasyk.
"Alabama Song" to powieść w formie pamiętnika, co jest
kluczem do sukcesu. Pamiętnik owy jest chaotyczny, rozkrzyczany i ułożony
niechronologicznie. Lata klęski przeplatają się z młodością, rozkwitem. A
pośród tych lat, między zapiskami, które wydają nam się nie drukowane na dobrej
jakości papierze, a zapisywane na przypadkowych kartkach, odkrywamy ją -
Zeldę.
I w tym tkwi cały zamysł. Może dwieście stron, to niewystarczająca
ilość, by opisać szalone lata 20, wszystkie perypetie, książki i uczucia,
jednak zmieścił się na niej portret temperamentu i charakteru Zeldy Fitzgerald
– jednej z bardziej znanych kobiet XX wieku. Albo raczej nie portret – szkic
jedynie.
Zaraz też trzeba dodać jedno – książka z serii tych, które trudno
zakwalifikować. Człowiek czyta sobie spokojnie, całkiem podoba mu się
rozkrzyczany, pamiętnikowy styl Zeldy/pana Leroy’a i wiara we własny geniusz
wraz z własnym poczuciem wartości (tutaj tylko bohaterki) i chociaż widzi, że
książka powinna być zdecydowanie inna, to jednak to nowatorstwo, to zrobienie
jedynie króciutkiej broszurki, gdzie fakty przeplatają się z fikcją literacką,
gdzie nikt nie przywiązuje wagi do jakichś konkretnych wydarzeń, gdzie
większość bohaterów postrzegana jest w czarnych kolorach (okiem Zeldy), podoba
mu się, docenia inwencję autora i w ogóle jest pod wrażeniem.
Szczególnie ten pamiętnik – niby tak prosta forma i tak subiektywna, a jakie to ona daje możliwości! Dzięki niej autor bez problemu, nie klucząc, może nie zajmować danego stanowiska, np. w sprawie choroby psychicznej Zeldy (przecież jeśli ona pisze w dzienniku, to wiadome, że będzie się wypierała. A kto wie, czy ona czy może lekarz ma rację? Czytelnikowi się to podoba), obiektywnie spojrzeć i dać obiektywnie spojrzeć czytającemu.
Jednocześnie widzimy popadanie w jakieś dziwne nastroje miejscami. Tragizm przesadzony w niektórych fragmentach tak bardzo, że człowiek złośliwy z natury aż się krzywi i oczywiście w życiu nie uwierzy, w to, co autor chce mu wmówić.
Szczególnie ten pamiętnik – niby tak prosta forma i tak subiektywna, a jakie to ona daje możliwości! Dzięki niej autor bez problemu, nie klucząc, może nie zajmować danego stanowiska, np. w sprawie choroby psychicznej Zeldy (przecież jeśli ona pisze w dzienniku, to wiadome, że będzie się wypierała. A kto wie, czy ona czy może lekarz ma rację? Czytelnikowi się to podoba), obiektywnie spojrzeć i dać obiektywnie spojrzeć czytającemu.
Jednocześnie widzimy popadanie w jakieś dziwne nastroje miejscami. Tragizm przesadzony w niektórych fragmentach tak bardzo, że człowiek złośliwy z natury aż się krzywi i oczywiście w życiu nie uwierzy, w to, co autor chce mu wmówić.
Dalej mamy szkic, wokół którego tak krążę. Szkic ciekawy,
rozbudzający apetyty i w dodatku potwierdzający teorię, że zwyczajną
charakterystykę z wyższej półki i dobrze napisaną, można sprzedać oprawioną w
okładki.
Tylko: charakterystykę można rozwinąć jeszcze trochę.
A nawet: trzeba. Bo jeszcze biedny czytelnik pomyśli sobie, że nie wiedziałeś dokładnie czego chcesz, autorze? Czy może zrobić z tego króciutkie opowiadanie, czy raczej pokusić się o powieść?
Tylko: charakterystykę można rozwinąć jeszcze trochę.
A nawet: trzeba. Bo jeszcze biedny czytelnik pomyśli sobie, że nie wiedziałeś dokładnie czego chcesz, autorze? Czy może zrobić z tego króciutkie opowiadanie, czy raczej pokusić się o powieść?
No i jeszcze jedno: trzeba uważać na posłowia, kochany autorze.
Zdradzać wszystkie swoje zamierzenia, które miało się zamiar przekazać w
książce? Ryzykowne. A jak coś nie wyszło, czegoś nie było, coś stworzyło się
niezależnie od ciebie? Jeśli czytelnik zachwycił się tym, czego w ogóle miało nie być?
A jeśli czytelnik jeszcze nie zauważył, że ja jestem zamotana, to teraz jest miejsce, by zauważyć. Miło się czyta, poza paroma miejscami denerwującymi, w dodatku książka jest uczuciowa, a ja ostatnio się w takich lubuję, jednak jeszcze za dużo jej brakuje, by coś zdziałać w tym świecie. Nawet owa Zelda jako główna bohaterka nic tu nie da. Jednak przede wszystkim: to nieszczęsne posłowie!
"Alabama song" G.Leroy, wyd.Czytelnik, 2013, tł.W.Gilewski
![]() |
| Zelda Fitzgerald |
Ta Zelda to jednak straszna trzpiotka była... Bliższej znajomości wymaga zdecydowanie. Trzeba będzie zaopatrzyć się w lektury. Polecacie coś?
.jpg)
