wtorek, 1 października 2013

Zelda Fitzgerald. Impresja, czyli każdy widzi ile może i pokazuje ile może. ("Alabama song" G.Leroy)

Dziwna to książka, traktująca o czasach tak wspaniałych, tak obszernych i tak emocjonujących, że materiału nie zabrakło na kilkadziesiąt podobnych. Dziwna, bo zawierająca jedynie dwieście stron zapisanych czarnymi słowami. Zamiast wykorzystać  wszelkie możliwości, umiejętnie rozwinąć temat, poprowadzić czytelnika w te czasy, te miejsca, gdzie właśnie chciałby się przenieść, jakby bojąc się, że zabierze zbyt dużo przestrzeni, wszystko co chce przekazać, zamieszcza na tak małej przestrzeni.

Lecz proszę, nie śmiejcie się, że książka o Zeldzie, tej Zeldzie, inspiracji Fitzgeralda, choć materiału było tak wiele, jest tak krótka. W tym szaleństwie jest metoda, jak mówi klasyk.
"Alabama Song" to powieść w formie pamiętnika, co jest kluczem do sukcesu. Pamiętnik owy jest chaotyczny, rozkrzyczany i ułożony niechronologicznie. Lata klęski przeplatają się z młodością, rozkwitem. A pośród tych lat, między zapiskami, które wydają nam się nie drukowane na dobrej jakości papierze, a zapisywane na przypadkowych kartkach, odkrywamy ją - Zeldę.

I w tym tkwi cały zamysł. Może dwieście stron, to niewystarczająca ilość, by opisać szalone lata 20, wszystkie perypetie, książki i uczucia, jednak zmieścił się na niej portret temperamentu i charakteru Zeldy Fitzgerald – jednej z bardziej znanych kobiet XX wieku. Albo raczej nie portret – szkic jedynie.

Zaraz też trzeba dodać jedno – książka z serii tych, które trudno zakwalifikować. Człowiek czyta sobie spokojnie, całkiem podoba mu się rozkrzyczany, pamiętnikowy styl Zeldy/pana Leroy’a i wiara we własny geniusz wraz z własnym poczuciem wartości (tutaj tylko bohaterki) i chociaż widzi, że książka powinna być zdecydowanie inna, to jednak to nowatorstwo, to zrobienie jedynie króciutkiej broszurki, gdzie fakty przeplatają się z fikcją literacką, gdzie nikt nie przywiązuje wagi do jakichś konkretnych wydarzeń, gdzie większość bohaterów postrzegana jest w czarnych kolorach (okiem Zeldy), podoba mu się, docenia inwencję autora i w ogóle jest pod wrażeniem.

Szczególnie ten pamiętnik – niby tak prosta forma i tak subiektywna, a jakie to ona daje możliwości! Dzięki niej autor bez problemu, nie klucząc, może nie zajmować danego stanowiska, np. w sprawie choroby psychicznej Zeldy (przecież jeśli ona pisze w dzienniku, to wiadome, że będzie się wypierała. A kto wie, czy ona czy może lekarz ma rację? Czytelnikowi się to podoba), obiektywnie spojrzeć i dać obiektywnie spojrzeć czytającemu.

Jednocześnie widzimy popadanie w jakieś dziwne nastroje miejscami. Tragizm przesadzony w niektórych fragmentach tak bardzo, że człowiek złośliwy z natury aż się krzywi i oczywiście w życiu nie uwierzy, w to, co autor chce mu wmówić.

Dalej mamy szkic, wokół którego tak krążę. Szkic ciekawy, rozbudzający apetyty i w dodatku potwierdzający teorię, że zwyczajną charakterystykę z wyższej półki i dobrze napisaną, można sprzedać oprawioną w okładki.

Tylko: charakterystykę można rozwinąć jeszcze trochę.
A nawet: trzeba. Bo jeszcze biedny czytelnik pomyśli sobie, że nie wiedziałeś dokładnie czego chcesz, autorze? Czy może zrobić z tego króciutkie opowiadanie, czy raczej pokusić się o powieść?
No i jeszcze jedno: trzeba uważać na posłowia, kochany autorze. Zdradzać wszystkie swoje zamierzenia, które miało się zamiar przekazać w książce? Ryzykowne. A jak coś nie wyszło, czegoś nie było, coś stworzyło się niezależnie od ciebie? Jeśli czytelnik zachwycił się tym, czego w ogóle miało nie być?

A jeśli czytelnik jeszcze nie zauważył, że ja jestem zamotana, to teraz jest miejsce, by zauważyć. Miło się czyta, poza paroma miejscami denerwującymi, w dodatku książka jest uczuciowa, a ja ostatnio się w takich lubuję, jednak jeszcze za dużo jej brakuje, by coś zdziałać w tym świecie. Nawet owa Zelda jako główna bohaterka nic tu nie da. Jednak przede wszystkim: to nieszczęsne posłowie! 



"Alabama song" G.Leroy, wyd.Czytelnik, 2013, tł.W.Gilewski

Zelda Fitzgerald
Ta Zelda to jednak straszna trzpiotka była... Bliższej znajomości wymaga zdecydowanie. Trzeba będzie zaopatrzyć się w lektury. Polecacie coś?

8 komentarzy:

  1. Uczuciowe książki? Sama mam ostatnio na nie chrapkę. Może to najwyższy czas sięgnąć po tę pozycję?
    Mi jednak nie przeszkadza książka, która nie zawiera zbyt dużo kartek - moja torebka zaczyna odmawiać współpracy ze względu na masywność przedmiotów, które w niej noszę :D


    Niemniej, czuję się zachęcona lektura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam pockety - miłe, wygodne, leciutkie. I najróżniejsza literatura wydawana jest. Chociaż Alabama Song też do torebki można wrzucić. Jednak czy to dobry wybór, nie powiem...

      Usuń
    2. Heh.... ja poza notatkami - w segregatorze, zawsze mam jakąś książkę... One sa już tak nieziemsko zniszczone, że to historia.

      Hm... Gilles Leroy? Nie czytałam... :)
      A te pockety wszelkie - nie przepadam za nimi. Ich zaletą jest lekkość no i jak nazwa wskazuje - kompaktowość, jednak ten papier nie jest przyjemny :)

      Usuń
  2. O, nie czytałam. Za to Ci mogę polecić "Zelda i Scott Fitzegeraldowie. Niekiedy szaleństwo bywa mądrością", sama sobie podczytuję od jakiegoś czasu i podoba mi się, dobra biografia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, zapowiada się bardzo ciekawie. Sama postać Zeldy jest intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martusiu, jakby co, mogę pożyczyć. A Zelda interesująca, nie przeczę...

      Usuń
  4. Nie ciągnie mnie do tej książki... Jest w niej coś takiego – dla mnie odpychającego. Nie wiem co to jest. Ale po Twojej recenzji wnioskuję, że rzeczywiście nie warto poświęcać cennego czasu... :)

    OdpowiedzUsuń