czwartek, 3 października 2013

Świetna proza, czyli znowu o bardzo dobrej książce... ("Wszystkie boże dzieci tańczą" H.Murakami)

Nie żebym wyprzedzała fakty, czekając na rozdanie nagród Nobla, jednak po pani Oates przyszedł  czas na Murakamiego*.  Długą miałam przerwę, choć jego dwie powieści były jednymi z tych, które włączyłam w zaszczytny poczet ulubionych.

Trudno było mi ocenić, czy mają wielką wartość literacką, czy to może jedynie emocje, jakich gamę wywołały we mnie. Tym razem trafiłam na krótką formę, zbiór kilku opowiadań japońskiego mistrza słowa, które jak się okazało, ukazują jeszcze inny aspekt twórczości Murakamiego.

Tom "Wszystkie boże dzieci tańczą" zawiera sześć różnych opowieści, które łączy w pokręcony sposób wspólny mianownik - trzęsienie ziemi. Nigdy nie wymieniane w czołówce, nigdy nie będące osobistym przeżyciem głównego bohatera. A jednocześnie gdzieś wewnątrz żyjące, pchające, łamiące. Same opowiadania - niby każde inne, każde w innym stylu i stylizacji, a za każdym razem przebija się w nim wrażliwość i nigdy nie stracona nadzieja autora.
Co więcej, wszystkie razem łączą się w jakby mini-powieść, ich układ nie wydaje się być przypadkowy.

Rozpoczyna się ufem (czy może nie odmieniać?), a raczej, rozpoczyna się drogą, która mimo, że jesteśmy w połowie, wciąż zaczyna się na nowo. Typowy schemat Murakamiego w nowej wersji i nowej opowieści, cały czas z tą samą wrażliwością. Dalej, biegnie przez zmieniające się jak w kalejdoskopie obrazy, aż do zakończenia. Szczęśliwego z nutką melancholii. Widzimy dziwny progres w tych opowiadaniach, tak różnych i tak podobnych jednocześnie.

Autor bawi się stylami, snami, muzyką, surrealistycznymi wizjami, dodając do tego tak wiele człowieczeństwa, że wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. Jego postacie to ludzie różni - przeciętni i nudni, wrażliwi i zagubieni, z wspomnieniami i bez. Jednak czy tego już wcześniej nie znaliśmy? Szczególnie tych zagubionych, wrażliwych, którzy zaludniają jego powieści? Tym razem, po raz pierwszy zobaczyłam u niego również wątki nierealne. Panie Żabo, dzień dobry! Czy Murakamiemu do twarzy z Panem? Przyznam, ciekawiej.  Nie powiem, że lepiej. Jednak ciekawie zdecydowaniej.

Trudno też nie zauważyć, jak wszystko jest wyważone i dobrane, mimo jednoczesnego szaleństwa i wręcz wybuchu wyobraźni. Murakami ma bardzo specyficzny, jakby ociosany styl pisania. Jednocześnie jest on bardzo poetycki. Dziwny, a mimo to zapadający w pamięci. Prosty i kunsztowny za razem. Z pojedynczymi zdaniami, których potem trudno pozbyć się z własnej świadomości.
Krótka forma ogranicza pisarza, a jednocześnie może ukazać jego zalety, niezauważone w przypadku powieści. U Murakamiego tak jest. Widać, że wszystko tam jest przemyślane, poukładane, na swoim miejscu, z puentą cichą i przemijającą, zabierają jakąś cząstkę nas. Malutkie, dzieła sztuki. Szczególnie dwa pierwsze, od których nie mogłam się oderwać i do których jakaś cząstka cały czas wędruje. W "Krajobrazie z żelazkiem" możemy zaobserwować pewne nici łączące również autora z Tove**.

Sztandarowe pytanie na koniec: Co z erotyzmem? Jakby potwierdzając niepisaną zasadę "Książka nie sprzeda się bez krwawych scen bądź seksu" nie zabrakło go tu. Jednak, o ile w "Norwegian wood" mieliśmy zdecydowany przesyt, tutaj jest powiedziałabym nawet, że wyważony i wreszcie współgrający z treścią. Po raz pierwszy, Murakamiemu udało się wszystko świetnie zgrać.

Słowem, takich przerw nie mogę sobie robić. Murakami to emocjonalna, a jednocześnie wyważona proza o ludziach szukających, nieszczęśliwych, czasem niespełnionych. Po prostu takich, jakimi każdy ktoś kiedy się czuł. Proza świetna.

"Wszystkie boże dzieci tańczą" H.Murakami, 2006, tł.A.Zielińska-Elliot 


                                                                                                                      

*O nagrodzie Nobla miałam pisać, bo już niedługo poznamy po raz kolejny laureata, jednak ubiegła mnie Blannche [tutaj], więc ja pokuszę się dopiero o jakąś notkę na podsumowanie, kiedy to (jak zwykle) nie zdobędzie nobla nikt znany szerszej publiczności, a wszyscy będą zaszokowani dziwnie brzmiącym, nieznanym nazwiskiem.(W tym roku to nazwisko ma być podobnież afrykańskie)
**Tove Jansson, która, jeśli ktoś jeszcze jest uprzedzony, pisała cudowne książki, czytane przeze mnie w kółko.

25 komentarzy:

  1. Znam dwie ksiązki Murakamiego: jedna mnie zachwyciła, druga podobała się dość średnio ("Na południe od granicy..."). Zamówiłam niedawno w bibliotece "Kafkę nad morzem", więc zobaczymy, co będzie dalej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta zachwycająca, to która dokładnie? "Na południe od granicy..." lubię baaardzo, chociaż dopiero po drugim czytaniu tak się do niej przekonałam i tak pokochałam.
      "Kafka nad morzem" leży u mnie już od dwóch lat, też niedługo powinnam sięgnąć. Szczególnie, gdyby Murakami dostał wreszcie Nobla i wszyscy by o tym gadali. A ja bym popłynęła na fali tego gadania. :D

      Usuń
  2. Recenzja świetna, ale klimaty niestety nie moje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      A Murakami specyficzny, nie każdemu pasuje, wiadomo.

      Usuń
  3. Czytałam! :D
    Książki Murakami lubię, jednak tą nie jestem zafascynowana tak bardzo. "Tańcz, Tańcz, Tańcz" za to moja ulubiona pozycja bardzo Ci ją polecam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tańcz, Tańcz, Tańcz" nie znam, ale powolutku będę nadrabiać...

      Usuń
  4. czytałam, ale dosyć dawno. Ostatnio w wakacje czytałam "Koniec świata i hard boiled Wonderland"- średnio mi przypadło do gustu, ale z jego książek jest jedna, którą naprawdę uwielbiam i muszę do niej wrócić "Na południe od granicy , na zachód od słońca".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam "Końca świata..." chociaż sam tytuł brzmi bardzo zachęcająco... ;-)
      "Na południe" też bardzo lubię, chociaż pokochałam przy drugim czytaniu. I oczywiście teraz egzemplarz biedny z pozakreślany cały leży... :-)

      Usuń
    2. a to akurat fakt, w książkach Murakamiego zawsz się dużo zakreśla :)

      Usuń
  5. Moja droga pisz śmiało swoją notkę o Noblu! Chętnie poznam Twój punkt widzenia i inni pewnie też. A swoją drogą ja tam lubię takie "niespodzianki" i "dziwnie brzmiące nazwisko", bo pojawia się wtedy nowy autor i jego książki na rynku.
    A Murakami jak zdobędzie tego Nobla, to chyba w końcu nie będzie odwrotu i trzeba będzie przeczytać jakąś jego książkę. Bo, cóż ja nieco nieufnie podchodzę do tego pana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno napisać wiele więcej, niż to co mówią bukmacherzy i nasze przeczucia. Dlatego czekam sobie - niech tylko wybiorą kandydata.
      Murakami od kilku lat zdobywa tego Nobla i jeszcze go w końcu nie dostał, więc na razie nie musisz się martwić. ;-) A sam pan miły, ekscentryczny...

      Usuń
  6. Planuję, że przeczytam coś Murakamiego, bo jestem ciekawa czy mi przypadnie do gustu. Chyba zacznę od "Norwegian wood", tylko pozostaje pytanie kiedy to będzie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówią, żeby od "Norwegian wood" nie zaczynać, ale ja zaczęłam i żyję, Jakoś specjalnie mnie nie powaliła, a z drugiej strony bardzo się podobała. :-)

      Usuń
  7. Przeczytałem "Norwegian wood" i, pomimo początkowych mieszanych uczuć, zmieniłem zdanie i zamierzam przeczytać więcej niż jedną jego książkę. :) Co do Nagrody Nobla: nie mam nic przeciwko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, jesteśmy w podobnej sytuacji. Inne już zbieram... :-)

      Usuń
  8. Zakupiłam ostatnio "Zniknięcie słonia" tegoż autora i jestem bardzo ciekawa jego stylu, bo słyszałam o nim już bardzo dużo. Jednak patrząc na stos książek czekających grzecznie w kolejce, to chyba Murakami jeszcze trochę poczeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zniknięcie słonia" to zbiór opowiadań, więc pewnie niedługo też się w niego zaopatrzę, jako, że ostatnio chyba się na tym skupię u Murakamiego, wychodzi mu to! :-)

      Usuń
  9. Czas się zabrać za Murakamiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Murakamiego odkryłam kilka lat temu i pierwsza to była" Kronika ptaka nakręcacza"(pokochałam ja całym sercem), później "Kafka nad morzem"( druga ukochana) , "Na południe od granicy..." ,"Po zmierzchu" i ta tutaj - tak pięknie zrecenzowana przez Ciebie. Czeka na półce "Tańcz, tańcz, tańcz...". Po nowe nie sięgnęłam. "Norwegian Wood "porzuciłam - jakby nie ten pisarz, którego wielbiłam - wielkie rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz czytam "Kafkę nad morzem" i tak obserwuję powolny progres w twórczości Murakamiego. U mnie pierwsze było "Norwegian wood" - wydawało się na prawdę dobre, potem przyszło " Na południe..." - jeszcze lepsze. Porównując jednak do "Kafki" nie wiem, czym ja się wtedy zachwycałam. Widać też dużą zmianę, Murakami coraz bardziej opuszcza świat realny, wchodzi na ścieżkę dla niego stworzoną...

      Usuń
  11. Nie znam żadnej książki autora, ale coś mnie ciągnie do niego. Po pierwsze tematyka jego powieści jest bliska mojemu sercu, a po za tym chyba nie bez powodu był nominowany do Nobla prawda? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnio w księgarni miałam jedną jego książek w ręku, ale ostatecznie się nie zdecydowałam. Na razie czekam na chwilę aż będę rzeczywiście chciała poznać jego prozę. Teraz to byłoby raczej tylko próba przekonania się skąd ten zachwyt nad jego książkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To poczekaj, Murakami jest specyficzny, jego się czuje, i potem się tym zachwyca i chce się więcej...

      Usuń