Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Malarz i podlotek...

"Jedno z okien na parterze otwarto ostrożnie i bez szmeru. Ukazała się w nim głowa dziewczęca, nakryta uczniowską czapeczką. Malarz zdołał dojrzeć bystrym wzrokiem, że rozczulającą ozdobą tej głowy był zadarty nosek.
Znane są wypadki w dziejach ludzkości, że ktoś czasem o godzinie szóstej rano otwiera okno, dlatego też w nikim nie budzi to już zdumienia. Zazwyczaj jednak ukazuje się w oknie postać ludzka niezupełnie odziana, ziewająca i rozgoryczona, że ją zmuszono do wczesnego powstania. Musiało to przeto zdumieć roztropny umysł malarza, że osoba, która przed chwilą otworzyła okno, jest odziana, a - sądząc z ożywienia na obliczu - wcale nie jest senna. Ponieważ jednak ludzie miewają nieoczekiwane pomysły, byłby malarz po krótkiej chwili machnął ręką i poszedłby swoją drogą, gdyby osoba w uczniowskiej czapce nie poczęła wyprawiać zdumiewających awantur. Przez okno spuściła na chodnik najpierw zawiniątko, a potem - o dziwo! - śmiesznego psa. Położyła ostrożnie palec na ustach, dając znak kundlowi, aby pary nie puścił z gęby, potem rzuciła się w objęcia jakiejś drugiej żeńskiej istoty, co w białym obleczeniu wyglądała jak widmo nagle zjawione.
-Co to wszystko znaczy? - zagadną malarz sam do siebie."

Co jak co, ale Ewcia zdecydowanie lepsza od Pollyanny...

"Szaleństwa panny Ewy" K.Makuszyński, Wydawnictwo Literackie, 1981, str.83-83

Wszystkich biorących udział w akcji proszę o podesłanie linków, bo nie do wszystkich dotarłam...

wtorek, 5 listopada 2013

Tydzień z literaturą dziecięcą: Wakacyjnie

"- Teraz powinno się udać - powiedział Lasse. Tak też było. Prawie każdy samochód 
się zatrzymywał. 
W pierwszym, który się zatrzymał, siedział jakiś tatuś i mamusia i czworo dzieci i wszystkie dzieci krzyczały, że chcą wiśni. Ich tatuś kupił im trzy litry wiśni, a ich mamusia powiedziała: 
- Ach, jak to świetnie, bo nam się tak chce jeść i pić. 
Były to moje małe, czarne wisienki. Ten tatuś opowiadał, że jadą daleko, daleko, aż za granicę. A to dopiero dziwne! Moje wiśnie miały jechać za granicę, gdy ja sama miałam zostać w Bullerbyn. Gdy powiedziałam to innym, Lasse odparł: 
- Ech, dzieci zjedzą wiśnie o wiele wcześniej, niż dojadą za granicę. Rozumiesz to chyba. 
Uważałam mimo wszystko, że moje wiśnie dojadą za granicę, nawet jeśli będą w żołądkach tych dzieci. 
Ojej, jak dużo wiśni sprzedaliśmy! Jeden pan kupił cały kosz. Był to koszyk Bossego. Ten pan powiedział, że jego żona zrobi z nich sok, bo on przepada za sokiem wiśniowym. 
- Pomyśl, jakie to dziwne - powiedział potem Bossę tylko po to, żeby się ze mną drażnić. - Pomyśl, że z moich wiśni będzie sok wiśniowy, a ja sam nie będę sokiem wiśniowym. "

Zaskakujące, jak mało znana jest na świecie najpopularniejsza w Polsce książka Astrid Lindgren...

"Dzieci z Bullerbyn" A.Lindgren, Nasza Księgarnia, wznowień mnóstwo