Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stosy książek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stosy książek. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 czerwca 2014
Niezobowiązująco.
Wreszcie nadszedł czas na, gdy mogę sobie siąść nie myśląc o tym, co jutro jest niezbędnego do zrobienia, co jeszcze dziś muszę wypełnić, choć wcale nie mam ochoty. Wakacje, wreszcie, po raz pierwszy chyba aż tak wyczekiwane wakacje. I w wakacyjnym nastroju postanowiłam stworzyć stos. Na najbliższe dwa długie, niezapomniane miesiące, które chociaż po części będą wypełnione książkami.
sobota, 19 października 2013
Moje książki na jesień.
Jest coś magicznego w tych jesiennych wieczorach i jesiennych stosach. Mój wybrakowany już trochę i wciąż uzupełniany na owo, rozgościł się dziś na biurku, przypominając mi o lekturach, na które czekałam już długo, lub które są splotem przedziwnych przypadków. Nazbierało ich się trochę, jednak od czego są długie wieczory przy dobrej organizacji?
Pierwsza, niepozorna Małgorzata Musierowicz, której "Frywolitki 2" mam zamiar sobie odświeżyć. Poza tym, wreszcie będę czytała własny egzemplarz i kreśliła w nim na każdej stronie! Dalej mój pierwszy Pratchett, już zaczęty, już się podobający, czyli "Ciekawe czasy". Znalazły się w stosie i wreszcie doczekały uwagi"Listy" Marii Dąbrowskiej i Jerzego Stempowskiego, kupione jakiś czas temu w Matrasie. Nie zapomniałam o Inspiratorach i pogłębiam znajomość z Astrid Lindgren - "Opowieść o życiu i twórczości", czyli biografia pióra Margaret Stromstedt i "Ramus, rycerz Białej Róży". Powoli rozpoczynam przygodę z wydawnictwem Czarne - na (prawie) pierwszy ogień idą "Farby wodne" Lidii Ostałowskiej. "Winter journal" to mój kochany Auster, którego czytam wyrywkowo (przez ten język), ale w stosie musi być. "W drodze", czyli kolejny klasyk do nadrobienia. Utknęłam w połowie. Na koniec coś wiktoriańskiego, by uciszyć wyrzuty sumienia, czyli "Trzech panów w łódce" (rzuciłam "Północ i południe", zupełnie do mnie nie przemówiło!)
Drugi stos, zdecydowanie bardziej dystyngowany, pewnie przez to, co zawiera. W okropnym formacie Tolkien dla dzieci, czyli "Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Podlesia Większego". Z ukochanej serii młodzieżowej "Góra Czterech Wiatrów" Marii Kann. Zainspirowana recenzją Kingi, wyciągnęłam też Indian z półki - "Złoto Gór Czarnych" Alfreda Szklarskiego (chyba nigdy nie przeczytałam...). Dalej "Udręka i ekstaza", czyli rzecz Mistrza o Mistrzu. Prawie skończona, cudowna "Kwatera Bożych Pomyleńców" - czyli dobrze napisane o książkach, anegdotkach życiowych, z powstaniem w tle. No i na koniec niepozorna, absolutnie nie przykuwająca wzroku, ale wreszcie moja! Autobiografia Małgorzaty Musierowicz - "Tym razem serio". I wcale nie wydałam 200 złotych, których życzyli sobie na pewnej znanej stronie na a.
A co wy przygotowaliście sobie na jesień?
Zapraszam do zakładki wymiana (na górze strony)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


