Jest coś magicznego w tych jesiennych wieczorach i jesiennych stosach. Mój wybrakowany już trochę i wciąż uzupełniany na owo, rozgościł się dziś na biurku, przypominając mi o lekturach, na które czekałam już długo, lub które są splotem przedziwnych przypadków. Nazbierało ich się trochę, jednak od czego są długie wieczory przy dobrej organizacji?
Pierwsza, niepozorna Małgorzata Musierowicz, której "Frywolitki 2" mam zamiar sobie odświeżyć. Poza tym, wreszcie będę czytała własny egzemplarz i kreśliła w nim na każdej stronie! Dalej mój pierwszy Pratchett, już zaczęty, już się podobający, czyli "Ciekawe czasy". Znalazły się w stosie i wreszcie doczekały uwagi"Listy" Marii Dąbrowskiej i Jerzego Stempowskiego, kupione jakiś czas temu w Matrasie. Nie zapomniałam o Inspiratorach i pogłębiam znajomość z Astrid Lindgren - "Opowieść o życiu i twórczości", czyli biografia pióra Margaret Stromstedt i "Ramus, rycerz Białej Róży". Powoli rozpoczynam przygodę z wydawnictwem Czarne - na (prawie) pierwszy ogień idą "Farby wodne" Lidii Ostałowskiej. "Winter journal" to mój kochany Auster, którego czytam wyrywkowo (przez ten język), ale w stosie musi być. "W drodze", czyli kolejny klasyk do nadrobienia. Utknęłam w połowie. Na koniec coś wiktoriańskiego, by uciszyć wyrzuty sumienia, czyli "Trzech panów w łódce" (rzuciłam "Północ i południe", zupełnie do mnie nie przemówiło!)
Drugi stos, zdecydowanie bardziej dystyngowany, pewnie przez to, co zawiera. W okropnym formacie Tolkien dla dzieci, czyli "Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Podlesia Większego". Z ukochanej serii młodzieżowej "Góra Czterech Wiatrów" Marii Kann. Zainspirowana recenzją Kingi, wyciągnęłam też Indian z półki - "Złoto Gór Czarnych" Alfreda Szklarskiego (chyba nigdy nie przeczytałam...). Dalej "Udręka i ekstaza", czyli rzecz Mistrza o Mistrzu. Prawie skończona, cudowna "Kwatera Bożych Pomyleńców" - czyli dobrze napisane o książkach, anegdotkach życiowych, z powstaniem w tle. No i na koniec niepozorna, absolutnie nie przykuwająca wzroku, ale wreszcie moja! Autobiografia Małgorzaty Musierowicz - "Tym razem serio". I wcale nie wydałam 200 złotych, których życzyli sobie na pewnej znanej stronie na a.
A co wy przygotowaliście sobie na jesień?
Zapraszam do zakładki wymiana (na górze strony)


Pratchett :3 Tolkien :3 Pięknie, miłego czytania :) Mnie na razie zalewają lektury, te szkolne oraz historyczne (idź na humana, mówili...), a w planach Murakami i "Skrzydło anioła" Krysowatej :)
OdpowiedzUsuńLektury szkolne? U nas umiarkowanie, chociaż może dlatego, że kierunek ścisły... Czasem wręcz chciałabym przepisać się na humana...
UsuńA jednak ułożyłaś stos, bardzo mnie to cieszy :D Jak tak zobaczyłam u Ciebie "Frywolitki 2" to pomyślałam sobie, że ja powinnam sięgnąć po pierwszą część. Kiedyś trochę przeczytałam, potem oddałam do biblioteki i nawet nie dlatego, że mi się nie podobało, bo "Frywolitki" już od począku ładne. I jeszcze masz "Tym razem serio"... Miłe jesienne wieczory Ci się szykują ;)
OdpowiedzUsuńA jednak jest.:-)
UsuńJak tylko ogarnę lekcje, to na prawdę będą miłe, jesienne wieczory... :p
"Udręka i ekstaza" bardzo mi się podobała! Strasznie dawno to czytałam, ale naprawdę pamiętam, że świetna lektura! Chętnie bym przeczytała biografię Astrid Lindgren, bo "Od Astrid do Lindgren" jest przyjemną książeczką, ale pozostawia pewien niedosyt i dowiedziałabym się coś więcej o mojej ukochanej Astrid :) a "Rasmusa..."... cóż, chyba też po niego sięgnę ;p ( po raz n-ty) zrobiłaś mi smaka ;p M.
OdpowiedzUsuń"Udręka i ekstaza" zachwalana mi od dawna (zabrałam ją M, który nawet kiedyś wołał - "najlepsza książka świata, widzisz, mam nawet wydanie z obrazkami!" :D)
UsuńJa rozmawiałam kiedyś o książkach Lindgren i wyszło, że najlepsze biografie to właśnie ta i uwielbiane przeze mnie "Portrety Astrid Lindgren", więc nic, tylko trzeba się zapoznać.
A Rasmusa chyba nie czytałam nawet w dzieciństwie, wiec nadrabiam skrupulatnie. ;-)
Piękne widoki. :) Życzę miłego czytania i oczywiście czekam na recenzje. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńZe swojego stosika bibliotecznego (pisałam o nim) przeczytałam pozycje 1, 4, 5, 6, 8.
OdpowiedzUsuńZłoto Gór Czarnych - stoi grzecznie na półce i czeka.
Frywolitki - wszystkie trzy części przeczytane i opisane na blogu.
Tym razem serio - piękna książka, wypożyczona z biblioteki, choć jakiś zbir wyrwał jedną kartkę, Wrr...
O Kwaterze myślę, może przy następnej wizycie w bibliotece wezmę ją. Jak tylko z "Na plebanii w Hawoth" się uporam.
Poza tym planuję lekturę książek Laury Ingalls Wilder, może jeszcze "Dzika droga" - zobaczę.
Na pewno przeczytam najnowszą książka Szymona Hołowni.
Stosik domowy - z 8 czerwca, np. - jego czytanie idzie dużo gorzej, tylko pozycje 6 i 7 przeczytane.
"Tym razem serio" recenzowałam na "Lubimy czytać".
UsuńU mnie Złoto Gór Czarnych już za długo stało na półce. Nie jestem pewna, czy go kiedyś nawet nie czytałam, jednak nigdy nie zaszkodzi przypomnieć, gdy się nie pamięta...
UsuńFrywolitki oczywiście też przedtem czytałam, jednak wreszcie mam swój własny egzemplarz!
Pani Wilder nie znam, Dzikiej drogi też nie... Przyjrzę im się bliżej.
Pozdrawiam :-)
O "Domku na prerii" słyszałaś? Pani Wilder to filmowa Laura :)
UsuńW sumie to nie Twoje czasy ;)
Wyjątkowo odważyłam się napisać do Ciebie maila ;)
Jasne, że słyszałam! Ale nie czytałam, nie oglądałam nigdy... A jeśli, to dawno temu.
UsuńDziękuję bardzo za maila, niestety, z ortografią mam okropny problem, zresztą, podobnie jak z tymi wszystkimi jej pochodnymi.
Ja też miewam. Zauważyłam, ze u siebie ponadto napisałam oddzielnie :(
UsuńEvik
Kurczę, a ja jakoś nie mogę się przekonać do czytania książek po angielsku (a wypadałoby na II roku filologii...)
OdpowiedzUsuńCiekawe masz te książki, takie raczej niepopularne, których dziś już prawie nikt nie czyta. Przyznam, że sama o większości nie słyszałam. Bardzo mi się to podoba :-) Przyjemnego czytania!
Ja udaję że czytam, czasami chłonąc kilka stron na raz. Tylko z tego powodu, że Austera nie ma jeszcze po polsku. W grudniu będzie. Kto by do tego czasu czekał!
UsuńKtoś czytać musi, żeby o nich nie zapomniano ;-)
Dziękuję!
Także tego...
OdpowiedzUsuńeM nic nie zna ze stosu. No dobra, kojarzy Frywolitki, ale to tak jakoś mgliście.
Ale książki wyglądają ładnie, więc eM życzy miłego czytania!
Niech eM nie gada, że nie zna Pratchetta! Bo w to w życiu nie uwierzę...
UsuńNo dobra, eM czytała Długą ziemię, którą napisał z kimś innym, ale jakoś ją to nie porwało.
UsuńPrzyznam szczerze, że najbardziej mnie ucieszyłaś stwierdzeniem, że "Północ i południe" do Ciebie nie przemawia :D :) i szczerzę się w uśmiechu kota z Cheshire :D bo też porzuciłam i leży porzucone już chyba rok z zakładką gdzieś na setnej stronie :)
OdpowiedzUsuńTak mi się przypomniał twój tekst, że wypisałaś się z klubu książek o miłości... Boję się, że mogę mieć podobnie, bo załamanie nastąpiło w kompletnie niestrawnej chwili, gdy on w połowie książki zakochuje się w niej i jej to wyznaje, a ona... ona strasznie nieogarnięta taka jakaś...
UsuńU mnie dużo czeka na przeczytanie tej jesieni... Muszę porządnie się zorganizować i znaleźć czas na książki. Ale postaram się, bo ciągnie mnie do czytania, oj, ciągnie, a tu wciąż wyskakuje jakaś przeszkoda...
OdpowiedzUsuńWidziałam Twoją "Mamę Muminków" - dużo bym dała, by spędzić jesień z nią :-)
UsuńPrzyznaję, że dużo tu książek, o których nie słyszałam, ale tym bardziej z chęcią przeczytam recenzje. Miłego czytania!:)
OdpowiedzUsuńDziękuję :-)
UsuńCiekawe stosy - życzę Ci udanej lektury! Zazdroszczę autobiografii pani Musierowicz - poluję na nią od dawna, gdyż cenię tę autorkę bardzo, kocham "Jeżycjadę" całym serduchem (i z wytęsknieniem czekam na "Wnuczkę od orzechów") oraz "Frywolitek 2" (niegdyś czytałam część pierwszą i podobała mi się). :) "Córa czterech wiatrów" czeka na półce na swoją kolej - muszę w końcu zabrać się za nią. W moich planach na jesienny czas znalazła się m.in. "Anna Karenina" Tołstoja, "Klin" pani Chmielewskiej, która niedawno odeszła z tego świata, co było bardzo smutną wiadomością także dla mnie i "Dolina Muminków w listopadzie" - czytałam ją dawno, oj dawno. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię ciepło!
Znam ten ból, od kilku lat rozglądałam się za tą książką, a dopadłam ją dopiero niedawno.
UsuńTeraz będę poprawiała, bo sama się w tekście pomyliłam - nie córa, a góra ;-) (to ta dziewczyna na okładce i czcionka tytułu trochę miesza)
Twoje plany cudowne. pomijając Tołstoja, którego jeszcze nie znam, uwielbiam wymienione przez ciebie książki.
Również pozdrawiam ;-)
Czyli na nudę nie będziesz narzekać? Ja na szczęście "Tym razem serio" wypożyczyłem z biblioteki, bo było. :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam okres jesienno-zimowy m.in. za to, że mogę siedzieć i czytać, pić herbatkę,wejśc pod kocyk i jest mi idealnie:) Bo latem zawsze za gorąco, a wiosną moje serce wyrywa się w podróż.
OdpowiedzUsuńDrugi stos bardziej przemawia do mnie wizualnie :) a z pierwszego najchętniej ukradłabym Ci 'W drodze' :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100%.
UsuńRaczej nie widzę tu nic dla siebie.
OdpowiedzUsuńZnałam pewną fankę Pratchetta, a sama jakoś się jeszcze za niego nie zabrałam. Nie wiem, czy mi się spodoba.
OdpowiedzUsuńNie mam też raczej sprecyzowanych planów jesiennych, raczej czytam, co mi w łapska wpadnie :-) Za to na przerwę świąteczną szykuję sobie prawdziwe rarytasy
Miłego czytania! :D