Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murakami Haruki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murakami Haruki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 listopada 2013

Przy tej książce słowa wirują... ("Kafka nad morzem" H.Murakami)


...układają się w dziwne konstelacje, łączą i oddziałują na siebie. A potem przewracamy ostatnią stronę, słowa uciekają, nie chcą w myślach tworzyć spójnej całości, więc zostają tylko kolory i nic nie znaczące zdania.

Niebieski.

Zielony.

Pomarańczowy.

Niewielki związek ma to z samą powieścią, w której kolory nie grają znaczącej roli. Murakami ma słowa, myśli. Przewaga czy może jedynie niewidoczne połączenie z naszymi kolorami?
"Kafka nad morzem" to opowieść w której po raz kolejny wszelkie możliwe światy łączą się w całość,
oddzielając się od siebie cienkimi liniami. Zaczyna się zwyczajnie. Jest chłopiec. Introwertyk, dojrzały jak na swój wiek - pierwiastek łączący z innymi powieściami autora. Jest klątwa, zabójstwo, jest analfabeta. Dwie historie toczą się niezależnie od siebie, jednocześnie praktycznie się ze sobą łącząc. Przed oczami pojawiają się ludzie. Różni, samotni, zagubieni, zadowoleni. Są retrospekcje, dziwna opowieść wojenna...

Albo inaczej - czego tam nie ma. Gdy teraz chce się o tym wspomnieć, zalewa nas fala stylów, figur, postaci, nawiązań. Przedziwny chaos, który zapewne znajdzie się w analizie tej książki, chociaż w samej książce go nie ma. Murakami posiada ten dziwny dar sterylnego i osobliwego pisania, który pozwala mu otwierać przed nami światy, czas i myśli bez uczucia zagubienia, oszołomienia czy przesytu.

Oczywiście jest jednocześnie to po części filozoficzne spojrzenie z różnych stron na nasze życie. Czasem zadziwiające, czasem jedynie upewniające, zawsze żyjące. Przede wszystkim - uspokajające. Są też nieodłączne nawiązania muzyczne, postacie z którymi po części utożsamiamy się. Są myśli, nuty, wspomnienia.

Murakami umie prowadzić czytelnika, umie prowadzić akcję. Jeśli gdzieś są niedociągnięcia, zostają one zatuszowane przez emocje czytelnika.
Oczywiście, nie każdego. Jak to z książkami bywa.
Jednak jeśli emocje już są, ostatnią rzeczą jest spojrzenie na tę książkę w miarę obiektywnie.

Zostaje więc odłożenie jej na półkę, schowanie wszelkich notatek czynionych na skrawkach papieru, paragonach, marginesach książki i zamknięcie oczu.

Zielony.

Żółty.

Lazurowy.

Ocena: 9/10

"Kafka nad morzem" H.Murakami, Muza, 2010, tł.A.Zielińska-Elliot

czwartek, 3 października 2013

Świetna proza, czyli znowu o bardzo dobrej książce... ("Wszystkie boże dzieci tańczą" H.Murakami)

Nie żebym wyprzedzała fakty, czekając na rozdanie nagród Nobla, jednak po pani Oates przyszedł  czas na Murakamiego*.  Długą miałam przerwę, choć jego dwie powieści były jednymi z tych, które włączyłam w zaszczytny poczet ulubionych.

Trudno było mi ocenić, czy mają wielką wartość literacką, czy to może jedynie emocje, jakich gamę wywołały we mnie. Tym razem trafiłam na krótką formę, zbiór kilku opowiadań japońskiego mistrza słowa, które jak się okazało, ukazują jeszcze inny aspekt twórczości Murakamiego.

Tom "Wszystkie boże dzieci tańczą" zawiera sześć różnych opowieści, które łączy w pokręcony sposób wspólny mianownik - trzęsienie ziemi. Nigdy nie wymieniane w czołówce, nigdy nie będące osobistym przeżyciem głównego bohatera. A jednocześnie gdzieś wewnątrz żyjące, pchające, łamiące. Same opowiadania - niby każde inne, każde w innym stylu i stylizacji, a za każdym razem przebija się w nim wrażliwość i nigdy nie stracona nadzieja autora.
Co więcej, wszystkie razem łączą się w jakby mini-powieść, ich układ nie wydaje się być przypadkowy.

Rozpoczyna się ufem (czy może nie odmieniać?), a raczej, rozpoczyna się drogą, która mimo, że jesteśmy w połowie, wciąż zaczyna się na nowo. Typowy schemat Murakamiego w nowej wersji i nowej opowieści, cały czas z tą samą wrażliwością. Dalej, biegnie przez zmieniające się jak w kalejdoskopie obrazy, aż do zakończenia. Szczęśliwego z nutką melancholii. Widzimy dziwny progres w tych opowiadaniach, tak różnych i tak podobnych jednocześnie.

Autor bawi się stylami, snami, muzyką, surrealistycznymi wizjami, dodając do tego tak wiele człowieczeństwa, że wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. Jego postacie to ludzie różni - przeciętni i nudni, wrażliwi i zagubieni, z wspomnieniami i bez. Jednak czy tego już wcześniej nie znaliśmy? Szczególnie tych zagubionych, wrażliwych, którzy zaludniają jego powieści? Tym razem, po raz pierwszy zobaczyłam u niego również wątki nierealne. Panie Żabo, dzień dobry! Czy Murakamiemu do twarzy z Panem? Przyznam, ciekawiej.  Nie powiem, że lepiej. Jednak ciekawie zdecydowaniej.

Trudno też nie zauważyć, jak wszystko jest wyważone i dobrane, mimo jednoczesnego szaleństwa i wręcz wybuchu wyobraźni. Murakami ma bardzo specyficzny, jakby ociosany styl pisania. Jednocześnie jest on bardzo poetycki. Dziwny, a mimo to zapadający w pamięci. Prosty i kunsztowny za razem. Z pojedynczymi zdaniami, których potem trudno pozbyć się z własnej świadomości.
Krótka forma ogranicza pisarza, a jednocześnie może ukazać jego zalety, niezauważone w przypadku powieści. U Murakamiego tak jest. Widać, że wszystko tam jest przemyślane, poukładane, na swoim miejscu, z puentą cichą i przemijającą, zabierają jakąś cząstkę nas. Malutkie, dzieła sztuki. Szczególnie dwa pierwsze, od których nie mogłam się oderwać i do których jakaś cząstka cały czas wędruje. W "Krajobrazie z żelazkiem" możemy zaobserwować pewne nici łączące również autora z Tove**.

Sztandarowe pytanie na koniec: Co z erotyzmem? Jakby potwierdzając niepisaną zasadę "Książka nie sprzeda się bez krwawych scen bądź seksu" nie zabrakło go tu. Jednak, o ile w "Norwegian wood" mieliśmy zdecydowany przesyt, tutaj jest powiedziałabym nawet, że wyważony i wreszcie współgrający z treścią. Po raz pierwszy, Murakamiemu udało się wszystko świetnie zgrać.

Słowem, takich przerw nie mogę sobie robić. Murakami to emocjonalna, a jednocześnie wyważona proza o ludziach szukających, nieszczęśliwych, czasem niespełnionych. Po prostu takich, jakimi każdy ktoś kiedy się czuł. Proza świetna.

"Wszystkie boże dzieci tańczą" H.Murakami, 2006, tł.A.Zielińska-Elliot 


                                                                                                                      

*O nagrodzie Nobla miałam pisać, bo już niedługo poznamy po raz kolejny laureata, jednak ubiegła mnie Blannche [tutaj], więc ja pokuszę się dopiero o jakąś notkę na podsumowanie, kiedy to (jak zwykle) nie zdobędzie nobla nikt znany szerszej publiczności, a wszyscy będą zaszokowani dziwnie brzmiącym, nieznanym nazwiskiem.(W tym roku to nazwisko ma być podobnież afrykańskie)
**Tove Jansson, która, jeśli ktoś jeszcze jest uprzedzony, pisała cudowne książki, czytane przeze mnie w kółko.