...układają się w dziwne konstelacje, łączą i oddziałują na siebie. A potem przewracamy ostatnią stronę, słowa uciekają, nie chcą w myślach tworzyć spójnej całości, więc zostają tylko kolory i nic nie znaczące zdania.
Niebieski.
Zielony.
Pomarańczowy.
Niewielki związek ma to z samą powieścią, w której kolory nie grają znaczącej roli. Murakami ma słowa, myśli. Przewaga czy może jedynie niewidoczne połączenie z naszymi kolorami?
"Kafka nad morzem" to opowieść w której po raz kolejny wszelkie możliwe światy łączą się w całość,
Albo inaczej - czego tam nie ma. Gdy teraz chce się o tym wspomnieć, zalewa nas fala stylów, figur, postaci, nawiązań. Przedziwny chaos, który zapewne znajdzie się w analizie tej książki, chociaż w samej książce go nie ma. Murakami posiada ten dziwny dar sterylnego i osobliwego pisania, który pozwala mu otwierać przed nami światy, czas i myśli bez uczucia zagubienia, oszołomienia czy przesytu.
Oczywiście jest jednocześnie to po części filozoficzne spojrzenie z różnych stron na nasze życie. Czasem zadziwiające, czasem jedynie upewniające, zawsze żyjące. Przede wszystkim - uspokajające. Są też nieodłączne nawiązania muzyczne, postacie z którymi po części utożsamiamy się. Są myśli, nuty, wspomnienia.
Murakami umie prowadzić czytelnika, umie prowadzić akcję. Jeśli gdzieś są niedociągnięcia, zostają one zatuszowane przez emocje czytelnika.
Oczywiście, nie każdego. Jak to z książkami bywa.
Jednak jeśli emocje już są, ostatnią rzeczą jest spojrzenie na tę książkę w miarę obiektywnie.
Zostaje więc odłożenie jej na półkę, schowanie wszelkich notatek czynionych na skrawkach papieru, paragonach, marginesach książki i zamknięcie oczu.
Zielony.
Żółty.
Lazurowy.
Ocena: 9/10

Kiedy ja w końcu coś Murakamiego przeczytam? Będę musiała się jakoś zmobilizować, bo już od jakiegoś czasu mam ochotę poznać "Norwegian wood".
OdpowiedzUsuńA tekst jak zwykle ładny :)
"Norwegian wood" uważają za ciężkie na początek, chociaż ja od niego zaczynałam i nie narzekam. Ale wiadomo, troszkę odbiega od pozostałych kreowaniem świata (obracamy się jedynie w rzeczywistości...).
UsuńDziękuję ;-)
Rewelacyjna książka, dałam jej nawet wyższą ocenię niż Ty, ale słów nie znalazłam, by ją opisać. Nie chciałam zabijać magii.
OdpowiedzUsuńStrasznie długo się wahałam, co do oceny, jednak zawsze jakbym chciała czegoś jeszcze, chociaż oczywiście Kafka będzie w czołówce ukochanych.
UsuńSłowa jak widać i u mnie pouciekały, zostały tylko marne resztki.
Koniecznie muszę przeczytać coś Murakamiego, postaram się zacząć właśnie od tej książki. ;)
OdpowiedzUsuńA tekst, jak zwykle świetny! A tak w ogóle, to strasznie mnie zdziwiło, że przyznałaś książce ocenę, bo nigdy nie robiłaś tego na Gwazdowym gościńcu. :)
Wchodzę na wyższy wymiar wtajemniczenia, słowem - będą oceny od teraz...
UsuńPrzeczytałem "Norwegian wood" i, mimo początkowych oporów bardzo polubiłem tego autora. :)
OdpowiedzUsuńTo widzę, podobnie mieliśmy. Też zaczynałam od Nw i też polubiłam...
UsuńMurakamiego dużo ostatnio w księgarniach :-) Muszę wreszcie poznać coś jego
OdpowiedzUsuńTo przez nową książkę ostatnio wydaną, jak zwykle znowu szum się zaczyna. Ale Murakami na to zasługuje.
UsuńAch zatęskniłam za tym pisarzem. Mimo, iż czytałam Kafkę nad morzem z chęcią bym do tej książki wróciła. Ona zabiera człowieka w inny magiczny świat:)
OdpowiedzUsuńDokładnie... A co najlepsze, tylko przewraca się ostatnią stronę i chce się zacząć od początku.
Usuń