czwartek, 17 października 2013

Holmes, w którym mało Holmesa.

...czyli zaczynanie od końca nie jest złe.

Zapewne każdy jest świadom, że Sherlock Holmes, postać kultowa, otoczona czcią przez wszystkich fanów literatury (nie tylko wiktoriańskiej) w odróżnieniu od innych postaci z tego okresu, wręcz cudownie znalazła się w nowej rzeczywistości albo też tę rzeczywistość wręcz tworzy.

Sherlock Holmes - wielki detektyw.
Z taką informacją w głowie człowiek się po prostu rodzi. To jest zapisane w nas i nie ma co z tym walczyć. Można tylko obserwować jakie miejsce znalazł on sobie w popkulturze i jak inspiruje kolejnych twórców. Pomijając wyświechtanego dr House'a (tak, kochamy go wszyscy, jednak kolejne porównywanie go z Holmesem staje się po prostu nudne), wszelakich detektywów Monków i mu podobnych, skupmy się na dziesiątkach wiernych ekranizacji*.
Było ich wiele, ostatnio pojawiły się trzy głośniejsze: Sherlock Holmes z Iron Manem w roli głównej, Sherlock rodem z BBC i Elementary.

A że na jesień to tylko kryminały, dziś będzie o Elementary.


Amerykański serial wywołał prawdziwą wrzawę na blogach, których autorzy znają dwa razy więcej angielskich seriali niż przeciętny Anglik, umieją zauważać niuanse, których zwykły człowiek nie zauważa. No i najważniejsze: owi autorzy wręcz wielbią Sherlocka BBC (kto nie wielbi?). Niemiłosiernie wytknęli wszystkie błędy produkcji nowatorskiej, a mimo wszystko strasznie sztampowej.
Wbrew pozorom, większość bloggerów aż tak tematem nie zainteresowanych, bądź też po prostu nie cytująca z pamięci różnych partii dialogowych, z różnych angielskich seriali, z aprobatą przyjęła pojawienie się na rynku nowego Sherlocka. Albo przeżyli szok (względnie dwa), i jeszcze w nim (nich) trwają.

Pierwszy szok dotyczył głównej zmiany w fabule - John Watson przemienił się w Joan Watson. Dużo było spekulacji, czy to może zmiana na lepsze, czy raczej nie. Trudno to określić, trzeba natomiast przyznać, że Liu świetnie wczuła się w rolę jej daną. Problemem może być jedynie fakt, jaką rolę jej dano. Joan jest towarzyszem trzeźwości i hojnie opłacana przez ojca Sherlocka Holmesa, żyje ze swoim pacjentem prowadzając go od czasu do czasu na spotkania grup. I to jeszcze nie problem, doszłam do wniosku, że nawet to dobrze rozwiązane zadanie (niestety, taki towarzysz w pewnej chwili musi odejść - beznadziejne wytłumaczenie i zastąpienie w połowie sezonu...), jednak Watson już w pierwszym odcinku wydaje się miejscami mądrzejsza od Holmesa. A do tego nigdy nie powinno się dopuścić!

Sam Holmes to były ćpun, z mroczną przeszłością (chodzi mi tu przede wszystkim o Adler), oczywiście wariat, geniusz i człowiek aspołeczny. Pszczoły i skrzypce - miłe nawiązanie do oryginału, straszna uczuciowość czy może coś na jej kształt, uzależnienie psujące niektóre sceny - najsłabsza część tego filmu. Niestety, główny bohater to jednocześnie najbardziej niedopracowany bohater w tym gronie.

Zagadki kryminalne - poziom marny, trudno doszukać się powiązań z pierwowzorem. W dodatku, z serialu kryminalnego, robi nam się typowy serial kryminalno-obyczajowy. Morderstwa i inne takie ciągle przeplatają się z problemami Sherlocka, który wbrew pozorom nie żyje tylko pracą - nie żyje w ogóle pracą, to jego ucieczka przed przeszłością.

Układ sił jednak nie zmienia się nigdy - on myśli, ona "pomaga"
Z tego wszystkiego wyłania się obraz czegoś zupełnie nie podobnego do Sherlocka, a jednak nie dość że wytrwałam przez cały sezon, to w dodatku całkiem mi się podobało! Bo mimo wszystko, gdy czekamy na kolejne odcinki Sherlocka BBC, miło zobaczyć kogoś choć trochę do niego podobnego. Ale, jeszcze chwile, czyli o wbrew pozorom najważniejszym w Elementary:

Mimo, że dużo z pierwowzorem wspólnego odcinki nie mają, to poza Sherlockiem i Watson, punkty wiążące muszą być. W tym przypadku Irene Adler i Moriarty. Z tą pierwszą zawsze jest problem. U Doyle'a postaci kobiecych za wiele nie było, a Adler to dosłownie jedyny punkt zaczepienia u reżyserów. I dlatego wręcz głupieją, gdy muszą gdzieś ją wcisnąć. W Elementary zostało to rozwiązane całkowicie inaczej niż w pozostałych produkcjach, czego przypieczętowaniem jest podwójny odcinek finałowy. I Moriarty w całej swojej okazałości, też dopiero tam dopiero się pokazuje.
Najmocniejszy punkt tego serialu, najbardziej nowatorski, chociaż przyznam, nie jestem pewna, że mi się spodobał. Do połowy, kiedy to wszystko się wyjaśniło, najzwyczajniej w świecie mnie denerwował. A potem... Na pewno było lepiej...

Jednak piszę, zarzucam, a tak jak wspominałam już wyżej, sam serial  polubiłam. Nie zaprzeczam, że może z braku odcinków Sherlocka (ileee można czekać...), przywiązania do samego bohatera (bo gdy znacie imię i choć trochę czytaliście, to od razu wchodzicie w serial, jakbyście odwiedzali dobrego znajomego, prawda?), no i z wariatem zawsze miło po przebywać (wbrew pozorom, Luther wypada gorzej w rankingu od Elementary). Co niestety nie znaczy, że jest to serial bardzo dobry. Gdyby nie fakt, że ma Sherlocka Holmesa, utonął by w przeciętności...

Poza tym, niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają:



*Pod hasłem wierna ekranizacja rozumiem - ekranizacja, której główny bohater nazywa się Sherlock Holmes, a towarzyszy mu J.Watson.

10 komentarzy:

  1. eee, ja zostaje wierna serialowi BBC ;) ech... czekam z utęsknieniem na kolejny sezon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to, że czasem obejrzę sobie inny serial, znaczy że nie dochowuję wierności? ;-)
      Szczególnie, że co jak co, ale trochę czekać na nowy sezon trzeba, a nie można w nieskończoność oglądać trailera zrobionego przez fanów czy też komentarzy, w kółko odcinków... Chociaż, może i można... Jednak to zawsze miła odmiana. :-)

      Usuń
  2. Ja sobie na razie cierpliwie czekam na Sherlocka BBC. Może się wreszcie doczekam.
    Elementary mam w planach, dalekich wprawdzie, ale jednak. Na razie ledwo co wyrabiam z oglądaniem wszystkich seriali na bieżąco, więc... I zaczęłam Mad Men, oglądasz może?
    A właśnie! Powiedz mi, dużo jest Andler? Ja ją w wersji BBC ubóstwiałam. I ostatnio się zorientowałam, że tu ją gra Natalie Dormer, którą też ubóstwiam (szczególnie jako Annę Boleyn...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, jutro odpiszę na maila, porozmawiamy o tych serialach, bo ja mam straszne uprzedzenia. Mad Men zaczęłam chyba. Albo nawet nie. Bo mimo wszystko mnie opis nie przekonał, chociaż wszyscy zachwalali...? Opowiem ci, co i jak ;-)

      Nie wiem, czy wiesz jak to było w pierwowzorze, jednak mimo wszystko, tak patrząc na kolejne ekranizacje, Adler jest za każdym razem inna. W sensie, inne funkcje jej dają. Niby podobne, ale za każdym razem to niespodzianka. W Elementary trudno cokolwiek o niej mówić, bo już samo mówienie, że jest, to wielki SPAM, jednak mimo wszystko, w amerykańskiej wersji jest ona awangardowa. Sama w sobie fajnie pokazana, jednak dziwna rola, jaką przyszło jej pełnić...

      Usuń
  3. Słyszałam o "Elementary", ale jakoś się jeszcze nie skusiłam :-) Moja Sherlockowa ignorancja chyba sięgnęła szczytu, bo nie miałam pojęcia, że jest to serial o Sherlocku. I kurczę, chyba muszę się wreszcie za tego Sherlocka lepiej zabrać. Najlepiej książkowo-cegłowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cegły na raz nie przeczytasz, dawkować sobie trzeba opowiadania. A w trakcie można serial - na początku oczywiście Sherocka BBC. Elementary później.

      Usuń
  4. Straszliwie mnie zaciekawiłaś tym serialem. Może nie jest aż tak dobry, jak to niektóre seriale bywają, ale chyba warto spróbować się o tym przekonać na własnej skórze. :)
    A że ostatnio mam ogromną ochotę na wszelkiego rodzaju seriale to z chęcią obejrzę również "Elementary". Ze mną chyba jest naprawdę coś nie tak. Nie ma tygodnia, żebym nie obejrzała chociaż kilku odcinków. A to PLL, Downton Abbey, albo jakiś polski, znany serial w telewizji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a oprócz PLL (nie przepadam zbytnio) i Downton Abbey (jakoś nie mogę się przełamać, by zacząć oglądać), co u ciebie leci? Potrzebuję cały czas inspiracji serialowych, a jednocześnie strasznie trudno mi się przekonać do nowych obrazów...

      Usuń
  5. Nieee, czasami zastanawiam się na jakim ja świecie żyję, że w ogóle prawie nic nie oglądam. A co dopiero seriale. No a że jak moje oczy widzą wcale nie jest taki dobry, to nie obejrzę. Chociaż... wydaje mi się, że nawet jeśliby był nie wiem jak cudowny to pewnie też nie miałabym czasu zerknąć. Ale za papierową wersję się kiedyś zabiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam tylko fragmenty tego serialu (czasem oglądają go moi Rodzice) więc nie jestem w stanie go przeanalizować;) Ale pomysł zastąpienia Johna Joan był bardzo interesujący. Tylko...Watson naprawdę nie powinien być mądrzejszy od Sherlocka!

    OdpowiedzUsuń