Znane są wypadki w dziejach ludzkości, że ktoś czasem o godzinie szóstej rano otwiera okno, dlatego też w nikim nie budzi to już zdumienia. Zazwyczaj jednak ukazuje się w oknie postać ludzka niezupełnie odziana, ziewająca i rozgoryczona, że ją zmuszono do wczesnego powstania. Musiało to przeto zdumieć roztropny umysł malarza, że osoba, która przed chwilą otworzyła okno, jest odziana, a - sądząc z ożywienia na obliczu - wcale nie jest senna. Ponieważ jednak ludzie miewają nieoczekiwane pomysły, byłby malarz po krótkiej chwili machnął ręką i poszedłby swoją drogą, gdyby osoba w uczniowskiej czapce nie poczęła wyprawiać zdumiewających awantur. Przez okno spuściła na chodnik najpierw zawiniątko, a potem - o dziwo! - śmiesznego psa. Położyła ostrożnie palec na ustach, dając znak kundlowi, aby pary nie puścił z gęby, potem rzuciła się w objęcia jakiejś drugiej żeńskiej istoty, co w białym obleczeniu wyglądała jak widmo nagle zjawione.
-Co to wszystko znaczy? - zagadną malarz sam do siebie."
Co jak co, ale Ewcia zdecydowanie lepsza od Pollyanny...
"Szaleństwa panny Ewy" K.Makuszyński, Wydawnictwo Literackie, 1981, str.83-83
Wszystkich biorących udział w akcji proszę o podesłanie linków, bo nie do wszystkich dotarłam...
Wszystkich biorących udział w akcji proszę o podesłanie linków, bo nie do wszystkich dotarłam...
.jpg)
A ja chyba wolę jednak Pollyannę. Do Makuszyńskiego nie mogłam się nigdy przekonać.
OdpowiedzUsuńNie czytałem nigdy Pollyanny, ale Ewcię już tak i, mimo tego, że nic z niej nie pamiętam, to bardzo dobrze wspominam. :)
OdpowiedzUsuń"Pollyannę" czytałam, jednak przygody Ewci mnie ominęły...
OdpowiedzUsuń