![]() |
| Obrazek oczywiście nieadekwatny, jednak zdecydowanie jeden z ulubionych z całej serii |
Bo co taki czytelnik może odpowiedzieć? Borejków poznawało się stopniowo, każda historia łączyła się z kolejną, a wszystkie zebrane razem tworzyły dziwny, wypełniony ciepłem i humorem obraz. Gdy ktoś miał niewątpliwą przyjemność zagłębiać się w kolejne tomy stopniowo, zaczynając w wieku młodzieńczym, musiał zauważyć, jak zmieniały się upodobania, jak tasowała się kolejność, jak w pewnej chwili Aniela z najbardziej irytującej postaci robi się jedną z ulubionych, jak przyjemny "Kwiat kalafiora" zostaje zepchnięty przez niepozorną "Szóstą klepkę" z wydawać by się mogło niepodważalnego pierwszego miejsca.
Co zrobić. Młodzieńcze, nieociosane życie.
Jednak ostatnio, w czasie przesytu literaturą, gdy umiem jedynie skołowana wybierać kolejne książki i nie mam siły zacząć ich czytać, z wahaniem, wyrzutami i uśmiechem, odpowiedziałabym - "Dziecko piątku".
Powieści ulubione mają niewątpliwie jedną, koronną zaletę - można je czytać kilkanaście razy, wracać jedynie do fragmentów, a i tak za każdym razem historia wydaje nam się całkowicie inna poprzednio.
Gdy po przerwie otworzyłam "Dziecko piątku", zaskoczyło mnie. Jak zwykle. Smutne, melancholijne, miejscami ściskające za gardło. Pamiętałam z poprzednich wizyt uśmiechniętą Aurelię pośród malin, dzisiejsza wyłania mi się pośród nieprzespanych nocy i rozmów z automatu. Pamiętałam trudne relacje z ojcem, nie pamiętałam aż takiego napięcia, intensywnego, a jednocześnie spokojnego jeśli chodzi o relacje z matką. Zauważyłam wreszcie pana Jankowiaka od tej innej, samotnej, listopadowej strony.
I w jednej chwili w kolorowej części pojawiło się tak wiele melancholijnych przebłysków. Oczywiście, dla nieznających, tom utrzymał poziom humoru, było miło, były dwie trzpiotki, warstwa wierzchnia powieści, pierwsza, jaka rzuca nam się w oczy. Jednak, gdy dochodzimy do momentu, gdy pewne wyrażenia, cytaty, zdarzenia mamy zakodowane w podświadomości, z łatwością umiemy powtarzać je z pamięci, w książce znajdujemy więcej. I wszystko idealnie do nas pasuje.
Nad walorami literackimi, nad bystrym okiem, nad ciepłem, językiem i wartością uczuciową rozwodzili się już wszyscy, w obydwie strony idąc i szukając niuansów niewidocznych dla czytelnika. Więc dziś nie będzie. Powiem tylko, dziękuję, pani Małgosiu. Za cudowne, wielokolorowe części. Czasem lepsze, czasem gorsze (albo po prostu jeszcze nie zrozumiane?). No i za kunsztownie utkane z łez i malin "Dziecko piątku".
źródło obrazka
"Dziecko piątku", M.Musierowicz, 1993

Pamiętam jak dziś ten moment, gdy odkryłam w bibliotece półkę z książkami Musierowicz. Czytałam jedną po drugiej. Nie, nie czytałam! Ja je pochłaniałam. Aż pewnego dnia na półce nie było już nic nieprzeczytanego! Och, jak ja cierpiałam, że M.M. tak wolno pisze;) A potem dorosłam, książki Musierowicz przestały mnie przyciagać, ale Jeżycjada ciągle ma miejsce w moim serduchu:)
OdpowiedzUsuńCierpię podobnie. Do dziś. Chociaż ten okres oczekiwania wypełniam powrotami do poprzednich części. Jak zresztą widać... :-)
Usuń"Jeżycjada" to jedne z najlepszych książek, jakie przeczytałem w swoim życiu. :) A ja nie mam jednego ulubionego tomu, wszystkie są ulubione dla mnie i nie mam, co wybierać, bo nie jestem w stanie wybrać. :)
OdpowiedzUsuńWszystkie ulubione, no no...
UsuńZawsze uznawałam za ulubioną pierwszą część, "Szóstą klepkę" (a przynajmniej nie przypominam sobie, żeby było inaczej)
OdpowiedzUsuńEhh, tak bardzo chciałabym przeczytać "Jeżycjadę" w całości jeszcze raz...ciekawe, co teraz najlepiej zapamiętałabym z tej lektury.
U mnie przez pewien okres też królowała na pierwszym miejscu. Zabawna i artystyczna.
UsuńJeżycjada to jedna z moich ulubionych serii! Ciepły klimat, barwne postacie, świetny humor...
OdpowiedzUsuńJa nie umiem stwierdzić, który tom jest moim ulubionym... Każdy jest wyjątkowy na swój sposób ^^ Wyróżniłabym może "Córkę Robrojka" i "Pulpecję".
Mój osobisty Zły Ludź też zawsze mówi, że najbardziej lubi "Pulpecję". A ja przyznam, nie przepadam za tą książką. Tak w ogóle, to jako jedną z niewielu, czytałam ją ledwie trzy razy... ;P
UsuńChyba nie potrafiłabym wybrać ulubionej części. Jakiś czas temu w końcu(!) skończyłam czytać całą Jeżycjadę i mimo, że czasami nudziłam się czytając jakieś fragmenty, no bo te z Borejkami były najfajniejsze;D, to i tak zapoznawanie się z tymi przeróżnymi historiami sprawiało mi radość. Styl pisania Musierowicz jest po prostu świetny.
OdpowiedzUsuńWiadomo, pierwsze części na zawsze pozostaną książkami, które będę oceniać sentymentalnie, tj. wyżej. (Szczególnie mile wspominam ,,Noelkę", bo kojarzy mi się z moim ukochanym Bożym Narodzeniem:). Chociaż te ostatnie części też były niezłe - polubiłam dzieciaki Idy. :) Najbardziej wynudziłam się czytając ,,Kalamburkę". Wątki związane z wojną nigdy do mnie nie przemawiały. (Mam nadzieję, że nie pomyliłam części).
Jestem pewna, że kiedyś sprawię sobie cały pakiet i przeczytam wszystko od początku, a potem będę wciskać te książki moim dzieciom, wnukom, prawnukom...
Nie mogę się doczekać ,,Wnuczki do orzechów". :)
Gosia znowu z nowym blogiem? ;)
UsuńNaprawdę "Kalamburka"? Ja tak bardzo ją lubię! Chociaż, ja w ogóle nawiązania wojenne lubię,
Na "Wnuczkę" chyba wszyscy czekamy z niecierpliwością. Ładniutką okładkę na razie ma:D
Nowy blog jest już dawno. ;D A MS Kultura na razie sobie czeka.
UsuńOkładkę i tytuł! :) Chociaż i tak ,,McDusia" bardziej mnie rozbroiła. ;D
Twoje wspomnienie o "Kwiecie kalafiora" sprawiło, że zdałam sobie sprawę, iż kompletnie nie pamiętam zdarzeń z tej książki...
OdpowiedzUsuń