W zabieganiu, z porozrzucanymi po wszystkich godzinach i czasach myślami, od miesiąca czytam Carson McCullers. Amerykańska autorka w kanon literatury światowej wpisała się książką "Serce to samotny myśliwy" i chyba jedynie ta pozycja zaistniała w świadomości czytelników. A do mnie trafiła trochę zapomniana "Ballada o smutnej knajpie" - króciutka, melodyjna i samotna nowela.
Było o pannie Amelii, która z głową do interesów, sklepem, knajpą i umiejętnością pędzenia najlepszego samogonu w mieście, żyła sobie spokojnie i dostatnio. Oczywiście, wszyscy jednocześnie wiedzieli, że panna Amelia była inna. Panna Amelia bowiem ubierała się raczej jak mężczyzna i była trochę straszna. Wszystko zmieniło się, gdy do miasteczka zawędrował garbus podający się za jej kuzyna.
Jednak zaczęło się od tego, że ponad słowami unosił się ten charakterystyczny amerykański styl i klimat miasteczek gdzieś na północy, gdzieś na południu, o których nikt nie wie i których na żadnej mapie nie znajdziesz. Tam zawsze jest spokojnie, jest dużo pól, drzew, by można wszystkie swoje dziwactwa i lęki pochować, tam też wszystko wydaje się być normalne, tylko ludzie czasem szepczą, że niektórych można zacząć się nawet bać. Czytelnik też od początku zatapia się w świat, gdzie wszystko otulone jest spokojem, by przez całą lekturę czuć ten wszechobecny, irracjonalny niepokój. I dobrze wiedzieć, że to wszystko w pewnej chwili może pęknąć...
Lecz czyta. Ja czytam, bo lubię patrzeć, jak Carson szansę daje wszystkim, jak stopniowo odkrywa cały zamysł i pokazuje, że mimo budowanych murów, odgradzania się, często wszyscy razem skłaniamy się w kierunku tego samego i nieuchronnie tam podążamy. Poza tym, lubię patrzeć, jak szansę na miłość dostają wszyscy i jak jednocześnie to uczucie potrafi być okrutne, jak okropnie zaplątane i drwiące, tak, że na koniec nawet nie wiemy, co się dokładnie stało.
Poza tym, to jest jedna z tych książek, w których nie obdarzamy sympatią bohaterów. Podobnie jak było z Godotem, podobnie jak było z Hamletem, podobnie jak było z "Doliną Muminków w listopadzie", jak w mitologii i na koniec jeszcze czasem u Capote'a . Ta książka po prostu przepływa, ofiarowuje nam klimat wszechobecny w teatrze absurdu, choć wcale nie nosi jego cech. A my nie próbujemy kogoś polubić i do kogoś się przywiązać, tylko powoli przyrównujemy to wszystko do swojego życia, czekając na nieuchronnie zbliżającą się puentę, która nadchodzi i która wbija nas w ziemię, by zaraz pokazać, że tak naprawdę, tylko tego mogliśmy się spodziewać.
I zostawia nas. W poczuciu beznadziei.
Zaczarowała mnie ta książka. Swoim wyczuciem, poruszanymi trudnymi, choć tak popularnymi tematami, klimatem, który stworzyć umieją jedynie Amerykanie, tęsknotą i rozdarciem. Zostawiła gorzki smak w ustach i choć może po części, zrozumienie.
źródło zdjęcia pierwszego, drugiego i trzeciego
Lecz czyta. Ja czytam, bo lubię patrzeć, jak Carson szansę daje wszystkim, jak stopniowo odkrywa cały zamysł i pokazuje, że mimo budowanych murów, odgradzania się, często wszyscy razem skłaniamy się w kierunku tego samego i nieuchronnie tam podążamy. Poza tym, lubię patrzeć, jak szansę na miłość dostają wszyscy i jak jednocześnie to uczucie potrafi być okrutne, jak okropnie zaplątane i drwiące, tak, że na koniec nawet nie wiemy, co się dokładnie stało.
Poza tym, to jest jedna z tych książek, w których nie obdarzamy sympatią bohaterów. Podobnie jak było z Godotem, podobnie jak było z Hamletem, podobnie jak było z "Doliną Muminków w listopadzie", jak w mitologii i na koniec jeszcze czasem u Capote'a . Ta książka po prostu przepływa, ofiarowuje nam klimat wszechobecny w teatrze absurdu, choć wcale nie nosi jego cech. A my nie próbujemy kogoś polubić i do kogoś się przywiązać, tylko powoli przyrównujemy to wszystko do swojego życia, czekając na nieuchronnie zbliżającą się puentę, która nadchodzi i która wbija nas w ziemię, by zaraz pokazać, że tak naprawdę, tylko tego mogliśmy się spodziewać.
I zostawia nas. W poczuciu beznadziei.
Zaczarowała mnie ta książka. Swoim wyczuciem, poruszanymi trudnymi, choć tak popularnymi tematami, klimatem, który stworzyć umieją jedynie Amerykanie, tęsknotą i rozdarciem. Zostawiła gorzki smak w ustach i choć może po części, zrozumienie.
"Ballada o smutnej knajpie" C.McCullers, PIW, 1970, tł. K.Jurasz-Dąmbska
I tutaj będą podziękowania dla autorki wspaniałego bloga To przeczytałam, która o tej książce napisała i dzięki której na tę książkę się skusiłam.
źródło zdjęcia pierwszego, drugiego i trzeciego



Twoje publikowanie postów rano w weekendy jest wspaniałe. Wiesz, jak miło się Ciebie czyta, gdy jest się zagrzebanym w pościeli i ledwo się widzi literki w telefonie? :D
OdpowiedzUsuńI Ty dziękujesz autorce To przeczytałam, ja Wam obu. Dobrze, że ktoś pisze o takich książkach (w ogóle bardzo, bardzo podoba mi się tytuł tej). Sprawdziłam już, czy jest w bibliotece - jest. Będę czytać.
Oj, jeśli 13.10 to jest rano... :p
UsuńNo i mam nadzieję, że zdobędziesz, że przeczytasz :)
To była 10.21 i to zdecydowanie jest rano! :p
UsuńJeśli 10.21 to rano... :p
UsuńTo i ja chętnie zerknę co tam się w środku kryje, tylko problem może być ze zdobyciem. Moja najbliższa biblioteka publiczna – ech, szkoda gadać... Dobrze by było, gdyby się udało dorwać gdzieś w jakimś antykwariacie, naprawdę super...
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, że tych bohaterów nie da się lubić, bo ja jednak książkowe postaci lubić lubię :D
Jeśli byś się decydowała, to w internecie oczywiście za grosze wyprzedają, jak to bywa z książkami z tego okresu...
UsuńNie mówię, że się nie da ich polubić. Lecz zazwyczaj skupiasz się raczej na tym klimacie, kim są bohaterowie, co sobą reprezentują, jak się zachowują, a nie czy ich lubimy...
Cieszę się, że moja notka na coś się przydała - że rozejrzałaś się za książką i - co ważniejsze - wsiąkłaś w nią :) Tak, klimat amerykańskiej prowincji jest w niej doskonale uchwycony i to jest to, co zachwyca.
OdpowiedzUsuńA Serce to samotny myśliwy czeka u mnie, czeka... wyciągnęłam je nawet z półki z serią Nike i położyłam blisko łóżka, żeby się wreszcie doczekała. Czytałam w czasach studenckich i bardzo chcę wrócić.
W ogóle większość Amerykanów umie genialnie uchwycić ten wspaniały klimat.
UsuńJa "Serce to samotny myśliwy" już zaczęłam, różni się znacznie od "Ballady o smutnej knajpie", jednak klimat został zachowany... I to proste pióro pisarko również.
Ładnie napisałaś. Tak... klimatycznie. :)
OdpowiedzUsuń