środa, 11 czerwca 2014

O szkorbucie, przestępcach i modzie.


Nie tak dawno posypały się życzenia, skończyłam chwalebne siedemnaście lat. Wiek jeszcze podlotkowaty, jednak dojrzałości przydałoby się nabrać. Pomijając wszelkie zabawy w kałużach czy bieganie na boso po ulicy które ukrócić by się przydało, potrzebna była zmiana w wyglądzie - koniec z fryzurą, którą można jedynie nazwać brakiem fryzury, koniec z wybieraniem przypadkowych ubrań z na wpół zamkniętymi oczami, koniec ze spóźnianiem się gdzie popadnie. Gracja, szyk, elegancja i tajemniczość.


Słowem, trzeba było znaleźć jakiś wzór, poobserwować i wyciągnąć wnioski. Oczywiście, wzór nie mógł być jeden, bo nudno i schematem trąci, wzór nie mógł by być przereklamowany z tego samego powodu, wzór nie mógł być z lat 90.

Po dłuższym zastanowieniu padło na lata pięćdziesiąto-siedemdziesiate, a na pierwszy ogień poszła Kalina Jędrusik w podobnież najlepszym filmie związanym z modą w polskiej kinematografii.

Trzeba jednak najpierw wspomnieć, że film powstał na podstawie debiutanckiej książki Joanny Chmielewskiej. "Klin" jest typowo chmielewski - pokrętny, absurdalny, groteskowy i lekki. "Klin" jest moją ukochaną książką tej autorki, chociaż nawet ja nie mogę nie zauważyć pewnej rozwlekłości i zagmatwania w niektórych miejscach. Jak to bywa z debiutami.

A "Lekarstwo na miłość"? Zdecydowanie bardziej spójne, zwarte i gotowe, by rozbawić widza na każdym kroku. Chmielewska bowiem książkę oparła i uratowała nie tylko owym absurdem, a przede wszystkim Joanną - główną bohaterką, inteligentną, acz zwariowaną i niestałą. To właśnie przemyślenia owej pani tworzyły klimat, nadawały ton i smak całej powieści. To jej groteskowe postawy, dziwne posunięcia i pomysły oraz gra słów zapewniły sukces. I Joanny takiej w filmie brakowało.

Kalina wykreowała całkowicie inną, nową Joannę. Trudno było się do niej przyzwyczaić. Trudno również jej nie polubić. Joanna Kaliny straciła co prawdę kawałek swego inteligentnego wyglądu, straciła również odrobinę siły przebicia. Stała się kobietką zmysłową, roztrzepaną w wyrafinowany sposób, jednocześnie będąc zwariowaną. Po prostu, Kalina była inna. 
Nadrabiała za to za nią niepozorna w książce Janka grana przez Krystynę Sienkiewicz. Po pierwsze, Janka nie ubierała się gorzej, więc spokojnie i z niej można czerpać inspirację. Po drugie, energiczność, roztrzepanie, rozgadanie i niezaprzeczalny urok osobisty - czasem łapałam się na myślach, że to właśnie ona powinna być Joanną, a nie wiecznie zamyślona Kalina.

Ale nie zapomniałam, że to film sensacyjny. Były przekręty i miłości w tym popularnym krzywym zwierciadle. Bez denerwujących naleciałości amerykańskich, gdzie bandyci są karykaturalnie przedstawieni - po prostu dali się wrobić, zdarza się.
Wszystko spięte klamrą nieprawdopodobną, jednak gdy ktoś się śmieje, nie patrzy od strony prawdopodobności. Nie u Chmielewskiej.

Lecz przede wszystkim, moda. Jak z tą modą było?
Bo widzicie, ja nie siadłam bezczynnie, by jedynie pozachwycać się i pośmiać. Ja skrzętnie notowałam wszystko po kolei. Dlatego króciutki przewodnik po dobieraniu garderoby.

Tak się ubieramy, gdy czekamy na telefon od ukochanego. Gracja, klasa i szyk. Można jednocześnie choć trochę wpadać w nastrój grobowy (nawiązujący do zaistniałej sytuacji), lecz nie tak, by zaraz zapominać o obowiązujących modach.

Tak, gdy śledzimy szefa szajki. Widzom radzi się być przygotowanym również na pościg, który w tych stylowych ubraniach jest wbrew pozorom możliwy. Należy jedynie odpowiednio stawiać stopy, co w filmie jest zaprezentowane.
Tu należy zwrócić również uwagę na ciemne kolory, dzięki którym będziemy genialnie wtapiać się w otoczenie i jednocześnie białe kołnierzyki lub duże dekolty, które mogą być naszą deską ratunku, gdybyśmy jednak zostały zdekonspirowane.

Niezobowiązująco, gdy ma się zamiar popełniać największe głupstwa bez telefonu, a za to z warzywami. Zaleca się również używać przy prowadzeniu absurdalnych rozmów i opracowywaniu niecnych planów.
Wtedy to spokojnie można przerzucić się na jasne barwy, które ładnie będą się komponować z zielenią warzyw i dodadzą nam uroku.

Pierwsza wizyta przypuszczalnego ukochanego - skromnie, ale na wesoło. Zapomnieć o początkowej żałobie! ( i ten kołnierzyk)

Na romantyczny wieczór niezmieniający się kanon - mała czarna.

Powstaje tylko jeden problem - zaraz po seansie zapomina się całkowicie o wszelakich modach, a rozgląda się za ciekawymi przestępcami i przystojnymi szefami szajek. W ogóle, dochodzi się do wniosku, że jeszcze przez chwilę można pobyć spokojnie w piżamie i z wielkim opakowaniem lodów miętowych obok, by obejrzeć ten film jeszcze raz. I jeszcze raz dostać lekką historię miłosną połączoną z historią przemytu i świetnymi bohaterami.
A o sukienkach można zapomnieć, strasznie dużo z tym zachodu...

PS. To się nazywa nie mam czasu, bo mam chemię do nauki, więc opublikuję coś co kiedyś napisałam. Nie mówiąc już o tym, że 17 lat skończyłam dwa miesiące temu i do dziś chodzę w trampkach oraz postrzępionych dżinsach. Ale co jakiś czas wracam do tego filmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz