Pewnego dnia się pojawiła. Zupełnie niespodziewanie. Ruda, w
różowym płaszczu, na rowerze obsypanym gwieździstym pyłem. Rodzice musieli
wyjechać, więc potrzebowali jej. Niani, która da sobie radę z piątką niesfornych
i inteligentnych dzieciaków. Wyjechali, a ona została, by nie tylko od czasu do
czasu strofować podopiecznych, ale przede wszystkim wprowadzić ich w magiczny
świat, który docenić umieją tylko najmłodsi.
Agata pojawia się i znika. Nie wiadomo, skąd pochodzi,
kim jest, ale jednego możemy być pewni: wywróci życie rodzeństwa do góry nogami
i nic już nie będzie takie samo...
Wywracając do góry nogami życie rodzeństwa, wywraca również nasze. W szare, ponure, przesiąknięte zaokiennym deszczem wprowadza przeróżne kolory, odcienie, wzory i faktury.
Wywracając do góry nogami życie rodzeństwa, wywraca również nasze. W szare, ponure, przesiąknięte zaokiennym deszczem wprowadza przeróżne kolory, odcienie, wzory i faktury.
Zapraszam…
…do świata, gdzie spotkamy
wszystkie nasze dalekie marzenia i
wyobrażenia. Zaczerpnięte po trochu od mistrzyni Lindgren, u której również
można spotkać ratowanie i malowanie odległego świata przez całkiem małe i
jednocześnie całkiem wrażliwe dzieci, zaczerpniętych trochę od Alicji (w pierwszej
fazie wtajemniczenia), z cytatami o wyobrażaniu sobie niemożliwych rzeczy tuż
przed śniadaniem*, z zabraniem tego ciepła, dobroci, tęsknoty i wrażliwości,
jaka cechuje wszystkie dobre książki dla dzieci na tym świecie.
… do świata, w którym główną
rolę odegra ona. Tytułowa Agata, sympatyczna, przebojowa, tajemnicza,
zdecydowana czarodziejka. Inspirowana Mary Poppins, od Mary Poppins troszkę się
różniąca (na ile mogę oceniać Mary Poppins – ja, mająca niewielką wiedzę i
niewiele wspomnień jej dotyczącej), choć również do złudzenia ją
przypominająca. Dostosowana po prostu do naszych wymagających czasów.
… do świata, pełnego dzieci.
Inteligentnych dzieci, niecierpiących niań, chorujących na zawołanie,
trzymających
się razem, niepozbawionych uroku. Oczywiście, owym dzieciom można dużo zarzucić
od strony realistycznej, bo Trojaczki są zdecydowanie wyrośnięte i za bardzo
elokwentne jak na swój dość młody wiek (lat trzy), a Bliźniaki za spokojne jak
na swoje dziewięć wiosen (choć jednocześnie przebiegłości mają tyle ile
normalne, zdrowo chowane dziewięcioletnie pacholę). Jednak gdybyśmy patrzyli na
to od strony realistycznej, z miejsca jesteśmy zgubieni, więc się strzeż, Czytelniku!
Pamiętaj, że nie masz już tylu możliwości, iloma obdarowany został odbiorca z
grupy docelowej (przedział 8-11, jak mniemam).
… do świata magii zostającej
cały czas w sferze wyobraźni. Jako ten stojący na gorszej pozycji, bo
pozbawionej (choć po części) dziecięcego idealizmu, czytelnik, aż uśmiechałam
się, widząc kolejne sprytne zabiegi autorki. Gdybyśmy uparli się, by nie
wierzyć w ten cudowny świat, niezdefiniowany (drugi, gdzieś poza naszym wymiarem,
czy może ten nasz, tylko z baśniowymi efektami?), autorka zostawia nam wolną
rękę: niania ucina wszelkie spekulacje, co to za przygody dzieci miały tamtej
nocy, niewerbalnie, choć stanowczo zaprzecza, i podaje realistyczne
wytłumaczenia, dlaczego też pojechała pod drzewo na Placu Słonecznym w środku
deszczowej nocy (wierząc w tę ewentualność można narazić się na kpiące
spojrzenia dzieci – że przez swoje ograniczenia nie widzimy tego, co oczywiste,
choć magiczne).
…do świata stworzonego
(prawie) idealnie. Język jest giętki, miły w słuchaniu, plastyczny, taki po
którym na twarzy wypływa ten uśmiech. Stara, dobra szkoła literatury dziecięcej
(prosto i kunsztownie zarazem), przyprawiona odrobinką współczesności. Czasem
zdarzają się momenty za długie, jednak trudno nazwać je zapychaczami. Mogą być
zauważone przez czytelnika, nie muszą.
Wydanie, choć na pierwszy rzut oka, nie było powalające, chwytające za serce, czy może też zapadające w pamięć, podczas lektury staje się nieodłączną częścią tej książki, zaczynamy doceniać jego kunszt i wyważenie. Chociaż okładka cały czas nie jest taka, na jaką zasługuje ta opowieść i na jaką zasługują Najmłodsi Czytelnicy.
Wydanie, choć na pierwszy rzut oka, nie było powalające, chwytające za serce, czy może też zapadające w pamięć, podczas lektury staje się nieodłączną częścią tej książki, zaczynamy doceniać jego kunszt i wyważenie. Chociaż okładka cały czas nie jest taka, na jaką zasługuje ta opowieść i na jaką zasługują Najmłodsi Czytelnicy.
… do świata pełnego wolnego
pola, na którym może spokojnie przechadzać się wyobraźnia. Przyznam szczerze,
zupełnie subiektywnie i nie za bardzo wyważenie - uwielbiam tę książkę!
Nie jest to literatura z najwyższej półki literatury dziecięcej, brakuje jej jeszcze jednego księżyca i czterech gwiazdek do najwyższego szczebla, a mimo wszystko jest to książka, która porusza wszystkie struny i zapadającą w sen moją wyobraźnię. Dziękuję pani za to, pani Ewo!
Nie jest to literatura z najwyższej półki literatury dziecięcej, brakuje jej jeszcze jednego księżyca i czterech gwiazdek do najwyższego szczebla, a mimo wszystko jest to książka, która porusza wszystkie struny i zapadającą w sen moją wyobraźnię. Dziękuję pani za to, pani Ewo!
Jednak na nic zdają się tu
moje komentarze i moje zachęty wobec jednego słowa, które po przeczytaniu kilku
rozdziałów wypowiedział mój siedmioletni brat – fajne… Ja mogę go tylko
poprzeć, fajne. Szczególnie dla małych szkrabów. I dla tych, którzy czasem
lubią uciekać do takiego świata.
"Agata z Placu Słonecznego. Przybycie Agaty" E.Karwan-Jastrzębska, wyd.Marginesy, 2012
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Marginesy.


Literatura dziecięca czy wszystkie młodzieżówki są najlepsze na wszystko, zawsze potrafią rozweselić i zarażają optymizmem (nie użyję tu pojęcia "energii", bo trochę mnie to denerwuje). :) Dlatego tez lubię takie książki, a szczególnie "Jeżycjadę. :)
OdpowiedzUsuńTrudno o porównanie Agaty i Jeżycjady - Agata jednak dla jeszcze młodszych dzieci.;-)
UsuńTy tak piszesz, że aż się chce czytać, nawet jeśli wcześniej się o jakiejś powieści nie słyszało. Lubię książki dla dzieci, lubię ten kolorowy świat. Nie przypominam sobie, żeby mi "Agata..." się kiedyś rzuciła w oczy, raczej nie miałam o takiej powieści pojęcia. Ale może się skuszę, bo ten Twój tekst taki ładny i zachęcający ;)
OdpowiedzUsuńBo nowiuteńka, to może dlatego. No i ta okładka. Okropna, jak dla mnie. Ale wnętrze rekompensuje to wszystko.
UsuńDziękuję, za miłe słowa.:-)
Uwielbiam twoje recenzje. Chyba muszę zainwestować i kupić siostrom... i sobie :)
OdpowiedzUsuńTeż tak mam (nie, nie że uwielbiam swoje nie-recenzje :p). Praktyczne co dwa tygodnie wchodzę do domu i wołam tylko: Młody, kupiłam ci książkę! Oczywiście, dziecko biedne żadnych szans nie ma, by się do niej dobrać, najpierw ja muszę ją przeczytać :)
UsuńRecenzja fajna, dobrze się czytało, ale tym razem książka niekoniecznie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję.:)
UsuńNiestety nie zmieszczę się w tym przedziale wiekowym, który podałaś. Ale mimo to narobiłaś mi ochoty, myślę, że dobrze czasami przeczytać coś takiego i odetchnąć innym oddechem. ;) Najbardziej w pamięci utkwiło mi jedno zdanie z Twojej recenzji -”Zapraszam... (...) … do świata magii zostającej cały czas w sferze wyobraźni.” Właśnie to zdanie mnie przekonało, ale jak na razie nie mam możliwości zabrania się za „Agatę z Placu Słonecznego”, więc spytam w bibliotece, a może mają tę książkę w swoich zbiorach. :)
OdpowiedzUsuńJa tam zdecydowanie bardzo, ale to bardzo lubię odrywać się od tego świata. I też by mi się czasem przydała taka magiczna Agata
OdpowiedzUsuń:-)