niedziela, 22 września 2013

Kolejna dziewczynka na półce ("Blondynka" J.C.Oates)

Pochłonęła mnie całkowicie ta historia, której zakończenie zna każdy. Dziwna, pokręcona, technicznie rzecz biorąc, nie mająca szans, by wybić się czymś innym niż tylko ponętną blondynką, znaną na całym świecie, umieszczoną na okładce. Gratka dla fanów aktorki, grającej w komediach romantycznych ubiegłego wieku, dla badaczy kina. Przytłaczająca ilością zapisanych stron, a więc i na pozór, przytłaczająca ilością nieumiejętnie upychanych na wolnych stronach faktów, by zanudzić i zniechęcić czytelnika.
Ale otwieramy, z sympatii dla owej aktorki, zainteresowani pochlebnymi wspominkami, a tam na nas czeka pierwsze zdanie:
Przybyła Śmierć, pędząc wzdłuż bulwaru w gasnącym sepiowym świetle.*
I to jest koniec. Koniec sympatii, wspomnień i pochlebstw. Teraz zaczyna się nasza przygoda, nasza marna egzystencja, nasze uprzedzenia, nasze lęki. Wszystko dzielone z nią. Blondwłosą aktorką.

To wielkie dzieło, wręcz monumentalne przyszło do mnie, gdy nie czytałam nic. Gdy zaczynałam kolejne książki, gdy rzucałam je w kąt, bo nigdy nie były za dobre na początku, bo stosy mi się piętrzyły, bo nie umiałam się skupić i byłam rozkojarzona. Blondynka paradoksalnie była trudna w czytaniu. Odrzucałam ją po kilku zdaniach, czasem wstrząsających, czasem nic nie znaczących. I za każdym razem wracałam.

Początek, dzieciństwo którego nie było i którego brak wszyscy przyjęli jako coś normalnego. Dalej dorastanie, etap kiedy to szukamy siebie, sensu i bezsensu, w Blondynce jak raczkowanie i stawianie pierwszych kroków, pierwszych błędów, pierwszych sukcesów, upokorzeń, pytań. Dorastanie, które nigdy się nie skończyło, które trwało do niedalekiego końca, te kilkanaście lat, przedłużony żywot zagubionego motyla…
To nie jest biografia Marilyn Monroe.
Marilyn Monroe to chwyt reklamowy, to przykrywka czegoś większego.

 

Ta książka jest przede wszystkim podróżą w głąb Normy Baker. Podróżą tylko naszą, gdzie istniejemy my i ona. Nikt więcej. Podróżą w głąb własnych słabości, własnych zachcianek i wątpliwości. Pani Oates otwiera przed nami kolejne komnaty uczuć blondwłosej aktorki, rzucając całkowicie inne światło na wykreowaną przez media postać. Z głupiutkiej laleczki wyłania się kobieta myśląca, pełna kompleksów, czasem słabości, uczuć i pragnień. Kobieta szukająca szczęścia, kobieta-marzenie, kobieta upadła, kobieta cierpiąca. Kobieta, którą tak dobrze rozumiemy!

Chociaż to na przeżyciach Marilyn Monroe skupiamy całą swoją uwagę, to z nią wszystko przeżywamy, z nią rozmawiamy w myślach godzinami, to trudno nie zauważyć również innych detali, małych szczegółów składających się na sukces tej książki.
Cierpki, wyuzdany świat Hollywood, o którego istnieniu nie zawsze zdajemy sobie sprawę, oczy mając przesłonięte czerwonym dywanem i biało-czerwonymi uśmiechami.
Marionetki tej historii, postacie drugoplanowe, okazujące się silniejsze od głównej bohaterki, naszej przyjaciółki.
Niebywała łatwość w opisywaniu przeżyć, zagłębianiu się w naturę ludzką i umiejętność patrzenia. Pani Oates – pani stała się dla mnie wzorem…

Trudno pisać o tej książce, bo bez wątpienia jest to książka wielka. Przytłaczająca swoim kunsztem, porywająca swoją autentycznością i bezbronnością. Książka, którą się smakuje, którą czyta się długo, która jest przyjemnością. Tak dobrą, że aż czasem boli. Tak dobrą, że pisać o niej trudno.

*"Blondynka" str.13

"Blondynka" J.C.Oates, wyd.Rebis, 2011, tł.M.Ferek

17 komentarzy:

  1. Marilyn zawsze mnie w jakimś stopniu fascynowała, a po Twojej recenzji czuję, że naprawdę muszę się rozejrzeć za tą książką:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane, zachęciłaś mnie żeby jak najszybciej sięgnąć po tę książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie jestem fanem tej pani, więc sobie podaruję i przeczytam coś innego, co bardziej mnie zaciekawi. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam się z Twoją recenzją, szczególnie z ostatnimi zdaniami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Siedzę i się zastanawiam, czemu Mery wcale już nie jest Mery, a M. No trudno, niech Mery sobie będzie M., jak jej tak wygodniej.
    O książce napisałaś bardzo, bardzo ładnie, co jest bardzo, bardzo złe, bo przy każdym wejściu do biblioteki będę o niej myśleć, a to przecież cegła jest. A ja na takie cegły za bardzo nie mam czasu.
    Najpierw więcej filmów z Marilyn obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygodniej jej :D

      Nie, na razie nie myśl o tej książce, na ferie ją sobie odłóż. Bo czyta się trochę (czasem brnie, czasem połyka ponad dwieście stron dziennie), a żeby ją dobrze poczuć, trzeba ją cały czas mieć przy sobie. Nie z jakimiś chemiami dookoła.

      Usuń
    2. Chemia będzie nawet na feriach, wedle mojej wychowawczyni powinnam z pieśnią na ustach rozwiązywać przynajmniej 50 zadań dziennie :D
      To może w ogóle odłożę na najdłuższe wakacje w życiu...

      Usuń
    3. Ale to strasznie długo...

      Usuń
    4. Ewentualnie na te wakacje...

      Usuń
  6. Ojej, kolejna książka, którą warto przeczytać. Jak ja znajdę na to czas!?
    Właśnie. Jakoś tak inaczej. Metamorfoza bloga (na lepsze, oczywiście), no i Mery jest teraz M. Trzeba się będzie przyzwyczaić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wakacje! Cudownie się ją czyta w wakacje!
      E tam, przyzwyczaić. Nie będzie się poznawać na ulicy :D

      Usuń
  7. Oooo, Marilyn Monroe! Bardzo lubię film z jej udziałem - "Pół żartem, pół serio". Przesympatyczny, chętnie obejrzałabym go jeszcze raz. Oglądałaś go? Co do książki - czy ja wiem? Nie za bardzo mam czas na takie lektury, ale dla fanów Marilyn Monroe - jak najbardziej. Chociaż... to jest książka nie tylko dla fanów, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak pięknie o niej napisałaś, że aż żal nie sięgnąć :)
    Gdyby autorzy zatrudniali Cię do rekomendacji ich książek, od razu wzrosłaby im poczytność :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie nie musiałaś zachęcać recenzją, bo i tak chcę koniecznie przeczytać "Blondynkę". Uwielbiam autorkę, ale temat też swoje robi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Spędziłyśmy czas w poprzednie wakacje - nad jeziorem, w upalne długie wieczory i dobrze nam razem było, pamiętam ile emocji wiązało się z tą lekturą - jest tak niezwykła, że nie odważyłam się o niej napisać. Podobają mi się Twoje słowa -odnajduję się w nich.

    OdpowiedzUsuń