poniedziałek, 9 września 2013

Opowieść o malarzu bez ucha i z sercem... ("Pasja życia" I.Stone)

Otwierasz tę książkę, delikatnie, jakby z nabożeństwem. Czujesz jak ciąży ci w ręku ilość wspomnień zawarta na zadrukowanych, postrzępionych kartkach. Wcześniej wciśnięta niedbale między inne, dla ciebie nabiera wagi, już nie możesz jej odłożyć, przynajmniej następne kilka dni poświęcisz zatapiając się w pasji tworzenia, pasji zdobywania, pasji życia. I ten witający nas okrzyk:
„Monsieur van Gogh, czas wstawać!”*
A więc wstajemy i my. Chociaż za oknem dżdżysty, zakurzony Londyn, chociaż wiemy, co może oznaczać ten chłód w spojrzeniu Urszuli, wstajemy jakbyśmy wstawali po raz pierwszy, po raz pierwszy podrywali się do życia.

Oczywiście nie wszystko będzie tak cudowne, jak tego pierwszego dnia. Mimo wszystko musimy szukać. Van Gogh w swoim życiu robił  chyba wszystko. Sprzedawał kiczowate obrazy innych artystów w Londynie, kształcił się na duchownego, głosił nauki wśród najbiedniejszych górników, wreszcie malował. We wszystkim zatapiał się całkowicie. Bez niepewnych prób, bez oglądania się na innych. Zazwyczaj samotnie, przeciwnie do kierunku potrzeb ciała i społeczeństwa, przymierając głodem, jako nadzieję, zasadę i jedyną zapłatę trzymając w zakamarkach pamięci kiedyś zasłyszane zdanie:
„Nieraz jeszcze w życiu będzie się panu zdawało, że poniósł pan klęskę. Ale w końcu znajdzie pan wyraz dla siebie – i to usprawiedliwi pańskie życie.”**


Znalazł. Malarstwo, wyrażanie siebie za pomocą pędzla i farby. Gdzieś w głębi siedziało to od dawna. Umiejętność łapania, oddawania ludzkich charakterów w nieporadnych szkicach.  Znajomość ze słońcem i jego barwami. Przyjaźń z cieniem i technikami rzucania go wprost w ludzkie serca.  Wiedział, że ma tylko jedno życie, by znaleźć i oddać, to co ma w sobie. Zaczynał późno, kiedy inni rozkwitali, on dopiero wychylał się nieporadnie ponad ziemię. Jednak nie patrzył na nich, szukał siebie.

Rozwijał się powoli, czasem jakby ograniczany wręcz ciałem. Jednak pamiętał, co miało jego życie usprawiedliwić.

Trzymamy w rękach historię człowieka wielkiego. Malarza bez ucha, który kochał, ufał, lecz podążał za swoją duszą, wiedząc, że inne pragnienia to tylko wytwory wyobraźni. Historię opisał również człowiek wielki. Malarz ludzkich losów, oddający wszystko w sposób mistrzowski. Człowiek, którego pasja włożona w tę historię tak samo nas obezwładnia, zachwyca, mieni się taką samą ilością odcieni, co obrazy mistrza. Dwie pasje splatające się w jednym miejscu..

Zostaje jeszcze czytelnik. Maleńki, przy dwóch szalejących talentach, tak dawno, a jednocześnie niedawno odkrytych.  Stojący, bez bojaźni pochylający się nad niosącą taką siłę książką. Czerpiący z niej.  Cały czas szukający. 

Ta zniszczona, zaczytana książka czaruje. Nie zapomina się jej tak łatwo, nie odchodzi się od niej tak łatwo. Łapczywie czyta się kolejne zadrukowane, niby zwyczajne karty. Pierwsze czytanie, drugie. I widać, jak ta na pozór tragiczna historia, była historią najszczęśliwszą na świecie.

Po prostu przeczytajcie...

"Pasja życia" I.Stone, wyd.Muza, 2002, tł.W.Kragen

*"Pasja życia" I.Stone, str.5
**"Pasja życia" I.Stone, str.49

10 komentarzy:

  1. Ale pięknie napisane! Na początku nawet nie wiedziałam, że to recenzja, dopiero z czasem zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście piszesz o książce, a nie o samym malarzu. A już zdanie "I widać, jak ta na pozór tragiczna historia, była historią najszczęśliwszą na świecie." zwaliło mnie z nóg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Chociaż to zdecydowanie zasługa książki, o takich książkach, aż chce się tak pisać.:-)

      Usuń
  2. Van Gogh naprawdę nie miał ucha? Różne plotki się słyszało :)
    Zgadzam się z Małą Mi - piękna recenzja. Poetyczna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta chyba jest jedną z tych sprawdzonych. Było dużo spekulacji co do śmierci, jednak tego, że obciął sobie ucho nikt nie kwestionował.
      I dziękuję za miłe słowa.

      Usuń
  3. Dziewczęta powyżej dobrze prawią. Cudowny tekst.
    Do książki byłam już przekonana, jak wiesz. Ale najpierw będzie o Michale Aniele. Już się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno o Michale Aniele jeszcze piękniejsza. U mnie też sobie czeka...

      Usuń
  4. Miałam przyjemność oglądać, podziwiać, kilka obrazów van Gogha w Muzeum Orsay w Paryżu. Z jednym mam nawet zakładkę do książki:) Miał facet talent. A tekst świetny Ci wyszedł, kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę! Sama nie miałam takiego szczęścia, a kopie to nigdy nie będzie to samo. Autorka wiszącej u mnie "Gwieździstej nocy" mówiła, że gdy malowała obraz, najpierw starała się oddać wszystkie maźnięcia van Gogha, ale po chwili jak to określiła kolokwialnie: coś ją trafiało. I zresztą jej się nie dziwię...

      Usuń
  5. Zawsze intrygował mnie ten człowiek... Warto by dowiedzieć się o nim coś więcej. A tekst- piękny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto. Ja zaczynam wreszcie nadrabiać wszystkie zaległości związane z van Goghiem... Więc na Gościńcu jeszcze trochę o nim będzie...:)

      Usuń