czwartek, 12 września 2013

Emocjonalne przywiązanie, fabularna klapa, czyli ludzie książki kochają. ("Zgoda na szczęście" A.Ficner-Ogonowska)

…z notatek czytelnika
W dodatku, z tych notatek głęboko w szufladach trzymanych, w których nie ma nic obiektywnego.

Z kontynuacjami zazwyczaj jest tak, że są albo coraz gorsze albo coraz lepsze. W przypadku książek pani Ficner-Ogonowskiej jest inaczej. Każdy tom różni się całkowicie od poprzedniego. Pierwsza część była długa, do czytania, delektowania się, słodzenia i zachwycania. Druga krótsza o połowę, z fabułą bardziej rozbudowaną, z bardziej odważnymi wyborami bohaterów. Trzecia nie za długa, nie za krótka. Nie za zdecydowana, nie za spokojna.

Hania (wreszcie!) pozbywa się większości swych lęków i jak napisano na okładce, decyduje się dzielić swe życie z Mikołajem. Jednak los nie zasypia, lubi się bawić w chowanego i podrzucać niemiłe wydarzenia do życiorysów. Tym razem uderzających nie bezpośrednio w dwójkę głównych bohaterów, ale we wszystkich ich bliskich.

A zwykły czytelnik, wcześniej przy każdym smutku sięgający do tego szaro-miodowego cieszy się, że znowu powrócą do niego dawni bohaterowie, może czasem przerysowani, ale mimo wszystko sympatyczni. Tacy, z którymi po prostu miło się przebywa. I którzy też mają źle na tym świecie. Więc można sobie czasem z nimi popłakać. Albo się pośmiać.

Tylko, że ich już nie ma. Nie ma przede wszystkim przeciwwagi dla wszystkich smutków tej książki, czyli Dominiki. Ulubiona bohaterka większości czytelników popada w dziwną depresję, z której pod koniec równie dziwnym trafem wychodzi (koniec serii, więc trzeba było wszystko z uśmiechem zakończyć). Ale przez całą książkę jest nieobecna. I to strasznie nie pasuje. A już Hanka starająca się zastąpić Dominikę była kompletną pomyłką. Zresztą, ona nie mogła zastąpić Dominiki, bo była tylko Hanką. I pomijając jedno zdanie w książce, w ogóle nie było widać, żeby ją zastępowała. Więc czujemy się troszkę samotni i zaskoczeni. Jakby do tego szaro-miodowego świata wkradło się za dużo obcych czerni. Nic miłego.


I druga, sztandarowa sprawa – nie dość, że Dominiki nie ma, to na bohaterów spadają w takim czasie i odstępie takie problemy, że nawet biedny czytelnik, któremu wydaje się, że ma najgorzej na świecie, zaczyna się łapać za głowę. W dodatku, wcale nie myśli Jacy oni biedni, jednak mają gorzej ode mnie…, tylko raczej Taaaak, jasne, a na koniec ich traktor przejedzie…(jeśli jest człowiekiem troszkę złośliwym).

Teraz spokojnie wychodzi, że niezbyt miło czytelnikowi poznawać kolejne perypetie bohaterów. Ależ nie! Miło, tylko jakby troszkę już nudno… Szczególnie, że w ostatniej części bohaterowie nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Iść tu czy tam. Załamywać się, czy cieszyć. Rozdrapywać kolejne rany z przeszłości, czy może się z nimi godzić… Atuty poprzednich części, których nigdy dużo nie było, zostały gdzieś schowane bądź zniszczone. Ale wiecie jak to jest. Cały czas, w głębi serca lubimy bohaterów, więc ostatecznie się i z tym się godzimy.

Przyjaciół przecież się nie opuszcza ot tak.
Ostatecznie można dla pocieszenia wrócić sobie do dwóch poprzednich części.

"Zgoda na szczęście" A.Ficner-Ogonowska, wyd.Znak, 2013

18 komentarzy:

  1. Widzę że znalazłam kolejne cudowne książki do czytania. Takiej lektury na pewno nie przegapię:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh, w takim razie byłam strasznie złośliwa podczas czytania tej książki;) Ja zdecydowałam się zjechać trzecią część Hankowej serii od góry do dołu, a nie ubrać moją frustrację w tak piękne słowa jak ty. Rozczarowałam się autorką i z pewnością po jakiś zimowy dodatek z pewnością nie sięgnę... Już mam dość mdłej, nudnej Hanki i latającego w kółko za nią Mikołaja. To już nie na moje nerwy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak sobie czekam na zimowy dodatek. Mimo wszystko, za bardzo lubię tę serię. I cieszę się, że nie znam takich ludzi w realu... :p

      Usuń
  3. Ojj tak niezbyt było? :c Jak wiesz "Alibi..." mnie zachwyciło, więc przykro czytać takie słowa o trzeciej części... "Krok..." mam zaczęty, co jakiś czas sobie podczytuję. A "Zgoda..." tez jest w moim posiadaniu i sobie czeka ;) (nawet z autografem Autorki, o). Ale faktycznie wyczuwam jakąś różnicę pomiędzy 1 a 2 tomem... No cóż, mam nadzieję, że ja się jakoś potwornie nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj spokojnie, niektórzy zachwalają i trzecią część, więc nie masz się co martwić. A drugi tom - mój ulubiony :)

      Usuń
  4. "Taaaak, jasne, a na koniec ich traktor przejedzie…" Kurczę, cała ja! Wrodzona złośliwość :D Serii nie planowałam i na razie nie planuję - ale skoro mimo wszystko początki niezłe (pierwsze dwa tomy) i generalnie wydźwięk pozytywny czuję i jakąś sympatię z Twojej strony do tych bohaterów to może kiedyś kupię ją komuś w rodzinie na prezent. Wiadomo, co zostaje w rodzinie... itd :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup Mamie, spodoba się, przyrzekam!
      Ta wrodzona złośliwość - czasami się odzywała przy czytaniu, nie przeczę... Ale całą gamą was tu nie uraczę... :p

      Usuń
    2. To było tego więcej? :D
      Mamie nie, ona nie lubi polskich pisarek raczej... Chociaż może? Przemyślę ten zakup dobrze - ale prędzej siostra.

      Usuń
    3. A myślisz, że jak nasi przegrywają, to ja siedzę cicho? :p Potem to się przenosi na komentowanie książek.
      Czytająca siostra też zła nie jest. Może być nawet babcia.:D

      Usuń
  5. A mi się bardzo podobała ta książka, ale wiadomo, co człowiek to inna opinia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to oczywiście najpiękniejsze.
      A ja pamiętam, jak Irence nie chciało się strasznie zaczynać pierwszego tomu... :p (ach, będę ci wypominała :p)

      Usuń
  6. Aż tak źle? Chyba muszę przeczytać i przekonać się, co z tą pozycją nie tak. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze części nie są złe, spokojnie możesz czytać, jeśli lubisz takie klimaty... Chociaż gdyby nie moje humorki i załamania, to nawet przez pierwszą bym nie przebrnęła.

      Usuń
  7. Kiedyś miałam ochotę na pierwszą część, później naczytałam się negatywnych recenzji i ją straciłam. Nie sięgnę, nie mam już ochoty, a jak widzę, nie warto... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, literatura najwyższych lotów to to nie jest. Chociaż pierwszą część lubię. Zresztą, tę też.

      Usuń
  8. Twoje recenzje się tak miło i fajnie czyta, że jak dla mnie możesz pisać nawet o owych traktorach i funkcji kwadratowej. I tak będę zachwycona :)
    A tej serii jeszcze nie czytałam. Nawet chyba o niej nie słyszałam. Ale jeszcze nic straconego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Jakoś za bardzo w tematach traktorów i funkcji kwadratowej się nie czuję. Ale o książkach jeszcze troszkę poopowiadam.
      Usłyszysz jeszcze w Przystani, Catalinka sobie na nią ostrzy ząbki.;)

      Usuń
  9. Świetnie się ta książka prezentuje, muszę ją chyba dodać do listy planowanych książek i być może przeczytać :)

    A w między czasie zapraszam na mojego nowego bloga także o książkach,proszę zostawić ślad po sobie
    - http://www.pozytywniezaczytany.blogspot.com/

    Pozdrawiam Damian.

    OdpowiedzUsuń